sobota, 28 sierpnia 2010

WYPRAWA ROWEROWA ROKU ODRA - NYSA NIEDZIELA 25 LIPIEC 2010

DZIESIĄTY DZIEŃ WYPRAWY 
 SŁUBICE - FRANKFURT N/ODRĄ - HOHENWUTZEN - OSINÓW 

Słubice,Internat Zespołu Szkół Ekonomiczno Rolniczych, godz. 5.00 pobudka, codzienne czynnosci zwiazane z pakowaniem, śniadanie i w drogę  do kolejnego etapu Wyprawy rowerowej roku którą nazwałem Odra - Nysa 2010. Dzisiejszy dzień rozpoczelismy po raz kolejny w dośc nieprzyjemnych nastrojach i tym razem nie z powodu pogody jak to miało miejsce przez dwa ostatnie poranki. Powodem naszego złego samopoczucia był fakt, że Sławek K. ostatecznie podjął decyzje o rezygnacji z dalszej jazdy. Wspólnie z Romanem przez cały wczorajszy dzień próbowalismy namawiać Sławka do kontynuowania jazdy, jednak względy zdrowotne przeważyły i najlepszego cyklistę z naszej grupki z żalem pożegnalismy przy przejsciu granicznym prowadzącym do Frankfurtu n/Odrą.
Na szlak rowerowy Odra - Nysa we Frankfurcie wjechalismy juz tylko we dwóch z Romanem, z mocnym postanowieniem, że uda nam sie dojechać "do mety" w Świnoujsciu. Mogę już w tym miejscu uspokoić czytających tą relację ze udała nam sie ta sztuka, chociaż osobiscie miałem chwile zwątpienia zwłaszcza na ostatnim odcinku, ale o tym potem. 
   


























































































































Podczas wyjazdu ze Słubic wyszła chmura jak na jednym ze zdjęć, w trakcie jazdy okazało sie ze to tylko tak nas postraszyła natura, gdyż po chwili pieknie sie rozpogodziło i jak widac na kolejnych fotkach zrobiło sie ładnie i słonecznie. Sporo zdjec zrobiłem w samym Frankfurcie i podobnie jak  Gorlitz, miasto to zrobiło na mnie spore wrażenie, zresztą fotki mówią same za siebie chociaz nie wszystkie udane. Na zwiedzanie Frankfurtu , podobnie Gorlitz trzeba by poświecić co najmniej jeden dzień, a nas czas trochę "gonił" i stąd tylko pobierzny rzut okiem z wysokosci siodełka rowerowego i poniżej kilka zdań z historii miasta.
Frankfurt nad Odrą zwane miastem  Kleista naprawdę warto odwiedzić. Jest to stare hanzeatyckie miasto. O jego wielkiej przeszłości świadczą potężne zabytkowe budowle w stylu północnoniemieckiego gotyku, jak ratusz czy kościół mariacki z zachwycającymi grą barw wyjątkowymi witrażami, przedstawiającymi szczegółowo sceny z Biblii, zwanymi "Biblią obrazkową". Hala Koncertowa im. Carla Philippa Emanuela Bacha, dawny kościół franciszkanów jest siedzibą Frankfurckiej Brandenburskiej Orkiestry Państwowej i Frankfurckiej Akademii Śpiewu. Od roku 1999 Frankfurt tytułuje się "Miastem Kleista": Tu poeta się urodził, tu studiował, tu znajduje się Instytut i Miejsce Pamięci Kleista. Frankfurt posiada jednak więcej godnych zobaczenia muzeów, na przykład Muzeum Viadrina czy Muzeum Młodej Sztuki. Miasto jest dumne z założonego ponownie w roku 1992 Europejskiego Uniwersytetu Viadrina; obecnie studiują tu młodzi ludzie z 78 krajów. Frankfurt jest miastem sportu, pochodzi stąd wielu zdobywców medali olimpijskich i tytułów mistrzowskich. Frankfurt jest miastem zielonym z licznymi starymi parkami, po których warto się przejść. I co nie mniej ważne - Frankfurt jest miastem energii słonecznej! W ubiegłym roku swe fabryki założyły tu trzy firmy zajmujące się ekologicznymi technologiami solarnymi.   



Po wyjeździe z Frankfurtu już bez zbednych postojów znanym nam już szlakiem rowerowym podążaliśmy w kierunku m. Hohenwutzen, gdzie znaleźlismy sie ok. godz. 17.00, przekroczenie granicy jak zwykle przez most - tym razem na Odrze i już po kilku kilometrach znaleźliśmy się na mecie dzisiejszego etapu t.j. w m. Osinów Dolny.  Jest to typowa przygraniczna miejscowość, która można powiedzieć "żyje"
z przygranicznego handlu z naszymi bogatszymi sąsiadami. Przy samym przejściu pełno straganów i kramów które zachęcają do kupna. Są też stacje benzynowe i jadłodajnie - wszystko dla gości z zachodniej części brzegów Odry i muszę powiedzieć, że licznie z tego korzystają. 
Jako ciekawostkę powiem, że podczas obiadu w jednym z barów byliśmy jedynymi polakami w licznej grupie konsumentów. 
Po smacznym obiedzie za "całe" 14 PLN ( dla Niemców to darmocha), udalismy się z Romanem na miejsce naszego zakwaterowania tj. do..... remizy strażackiej. Kilka chwil czekalismy na "wpuszczenie" do środka - przyjechała sympatyczna Pani "komendantowa", zostawiła klucze i już moglismy wreszcie odpocząć. Jak by nie było dzisiejszy dystans był dosyć duży, bo w sumie wyszło nam przejechanych 102 kilometry wiec, nie ma sie co dziwić, że po drobnych zakupach na jutrzejsze śniadanie i przygotowaniu "legowiska" jak widać na fotce poniżej pozostało spać, spać i spać.      
Fotka powyżej to zdjęcie które zrobiłem przy wyjeździe ze Słubic o czym wspominałem na poczatku relacji, że przestraszylismy się kolejnego dnia
 z deszczem. Wszystko jednak skńczyło sie na strachu, gdyż cała trasa przebiegła przy pieknej słonecznej pogodzie. 
Na zakonczenie relacji jeszcze podziekowanie dla gospodarzy remizy strażackiej. Jak by nie było dla całkowicie obcych ludzi, powierzono klucze
 z całym wyposażeniem bez obawy ze cos zginie i nawet bez opłaty za nocleg. Jeszcze raz serdeczne dzięki - pozdrawiam. 
I to by było na tyle relacji z tego etapu. C.D.N.       
Prześlij komentarz