niedziela, 8 sierpnia 2010

W Y P R A W A - R O W E R O W A - R O K U - O D R A - N Y S A - 2 0 1 0

W Y J A Z D SZKLARSKA PORĘBA 15-16.07.2010

Nareszcie doczekałem się daty 15 lipca 2010 kiedy to wyruszyłem na Wyprawę Roku - Odra - Nysa 2010. Powyższe było organizowane w całości przez moich wypróbowanych przyjaciół z Poznania o których pisałem w poprzednim poście, a takze przy okazji relacji z Kufty 2010. Tak się złozyło, że na wspomnianą wyprawę wyjechałem sam,gdyz
z przyczyn losowych mój kolega Stachu nie mógł jechać i jak się później okazało wymienione przyczyny były powodem rezygnacji jeszcze kilku osób, ale o tym potem.
Do Szklarskiej dojechałem pociagiem z przesiadką w Warszawie i muszę powiedzieć ze jazda pociagiem z rowerem jest jedna wielką niewiadomą. Jeden pociąg prowadzi wagony dla rowerów, drugi nie i trzeba naprawdę dokładnie sprawdzić rozkład jazdy aby nie okazało się, ze nie zostaniemy "zabrani" danym pociagiem. Do tego dochodzi fakt, ze są różni przewoźnicy kolejowi i są odrębne bilety i przepisy - horror. Na szczęście bez zbytnich perturbacji i w sympatycznym towarzystwie małzeństwa z Mazur - pozdrawiam WAS kochani jak obiecałem, już o godzinie 10.30 po 16 godz. podrózy,wysiadłem na dworcu w Szklarskiej Porebie.
Pierwszy dzień wyprawy rozpczął się dosyć niefortunnie, ponieważ okazało sie, że na zarezerwowanej kwaterze nie ma miejsc - Pani z niewiadomych przyczyn stwierdziła ten fakt i musiałem dodatkowo szukać kwatery co zajęło mi dosyć sporo czasu, ale udało sie znaleźć miejsce w schronisku "U Rumcajsa" które przy okazji polecam-wspaniali gospodarze, dobre wyposażenie i fajne otoczenie.






Powyzej kilka fotek z samego miasta i moich trzech kolegów: Piotr W. z Poznania, Irek z Wrocławia i Sławek K. ze Śremu. W wyprawie uczestniczyła jeszcze żona Piotra Basia, Romek S. też z Poznania i moja skromna osoba Mirek B. ze Skarzyska. Jak widac przekrój miast dosyć duży ale znajomości też, dzięki wspólnej pasji - POZDRAWIAM WAS wszystkich bardzo serdecznie i dziękuję za to ze miałem mozliwość uczestniczyc w wyprawie w tak doborowym towarzystwie.
Pozostała część grupy dotarła do schroniska w godzinach popołudniowych i zaraz po rozpakowaniu i krótkim posiłku ( naleśniki smażone przez moją żonę chyba smakowały) "wyruszyliśmy" na pierwszy wypad a mianowicie do wodospadu KAMIEŃCZYK. Trasa króciutka jak na pierwszy dzień, bo 20 to kilometrowa, ale wrazenia jak na poczatek super co spróbowałem uwidocznic na fotkach ponizej, lecz tam po prostu trzeba być co będę pewnie wielokrotnie podkreślał w swoich relacjach.















Bezpośrednio z Kamieńczyka prowadzi sciezka przyrodnicza na szrenicę ale ze wzgledu na popołudniową porę tą wyprawe przełożylismy na inny termin. Jeszcze tylko kilka fotek na pamiątke i zjazd spowrotem
w kierunku schroniska gdzie znajdowała się nasza kwatera czyli do Rumcajsa.





W drodze powrotnej zatrzymalismy się na kilka chwil przy "Kruczych Skałach" gdzie znajduje sie fajny punkt wspinaczkowy i nawet była grupa Węgrów, ale juz zwijali "manatki" i nie moglismy tego sfotografować.




Tyle relacji z dnia pierwszego, na kwaterze zjawiliśmy się "już" ok.21.00 - kolacja i spać bo rano wyjazd do Harrachova. Już na łóżku porobiłem tylko zapiski z dzisiejszego dnia i tak czyniłem po kazdym dniu wyprawy, gdyz inaczej trudno byłoby wszystko spamietać. Dodatkową pomocą dla mnie były pieczatki z miejsc gdzie przebywalismy, a które "zbierałem" w specjalnym notesie, a do czego zmobilizowała mnie Basia - dzięki serdeczne. Nie ukrywam, ze gdybym nie miał tych pieczatek to nawet
z nazwami miejscowości w Niemczech byłby dla mnie problem a tak była chociaż "ściagawka".
Tyle narazie relacji - nie mogłem jakos sie zmobilizowac do pisania ale teraz to juz chyba poleci.
















Prześlij komentarz