piątek, 4 lipca 2008

WYPR. ROW.. ŻYCIA - ETAP - IV, V - ROGOŻNO - POWIDZ - LICHEŃ

ETAP IV CZWARTEK 26.06.2008 ROGOŹNO - POWIDZ

Jak ten czas leci juz czwartek 26.06.2008, Rogoźno, osrodek kolonijny nad jeziorem, nasza grupka po wczorajszej trasie, odrobinę zmeczona ale w doskonałych nastrojach oprócz mnie ze względu na bolące plecy "już" o godzinie 10.00 podązyła dziarsko na uzgodnione śniadanie i po nim w dalsza droge na kolejny IV ETAP naszej wyprawy. Pragne podkreslić ze wystartowaliśmy tak późno nie ze wspomnianego przemeczenia ale z koniecznosci wymiany opony w Tomka rowerze a niestety tego typu sklepy czynne są od 10.00. Wymiana opony i mój spacer po miescie za jakąś mascią na bolace plecy spowodowały, ze na własciwa trase pierwotnie planowaną do Witkowa a potem do Powidza wyruszyliśmy dopiero o godz. 11.30 a więc trochę późno ale cóz - siła wyzsza.


Zgodnie z wczesniej opracowana marszrutą z Rogoźna drogą lokalną przez Studzieniec, Budziszewko, Potrzanowo do m. SKOKI i stąd na drogę Nr 196 w kierunku Muśliny Murowanej " odbiliśmy" w m. Brzeźno na droge Nr 197 przez m.in Pawłowo Skockie, Kiszkowo, Węgorzewo, Ujazd, do samego Gniezna. Poniewaz było trochę późno a przed nami jeszcze kawałek drogi zaproponowałem kolegom, ze pojadę dalej sam "załatwiać" kwaterę w Witkowie a oni zwiedza Gniezno z odpowiednia rejestracją fotograficzną która publikuję poniżej.




Jak się okazało m. Witkowo nie ma zadnych kwater prywatnych i zdecydowałem za namową miejscowych pojechac do m.Powidz gdzie autentycznie kwater było sporo lecz stosunkowo drogo bo 30 PLN za łózko co przy naszych skromnych finansach było troche drogo. Ktoś powie ze przeciez mielismy namioty, jednak noce były troche zimne i nie bardzo po sporym wysiłku usmiechało nam sie rozbijac te namioty - zreszta co tu duzo mówic facetom w naszym wieku juz przeciez nalezy sie odrobina luksusu chociazby prysznic. Koledzy byc moze mieli troche pretensji ze mogłem trochę popytac o cene na innych kwaterach a ja już po dwóch telefonach zdecydowałem sie na ta cenę. Jedynym plusem tego był fakt ze do jeziora było ok. 50m. i ze Stachem zrobilismy mały spacer. Na przystani jachtowej można było nawet wypozyczyc jakąs łajbe za drobiazg 200 PLN za dobe. Zrobiliśmy jedynie fotki, miałem ochote na kapiel-woda nawet ciepła ale nie chciało mi sie wracac po gatki a potem było późno i nici z kapieli. Zdazyłem jedynie przed przyjazdem kolegów zrobic przepierke, zakupy i zaraz zrobiła sie 20.00 więc kilka chwil na opracowanie trasy do Lichenia( nazwałem to odprawą strategiczna ), na wóz i spac. Jeszcze tylko statystyki: w dn. 26.06 przejechalismy 88km-łacznie od wyjazdu ze Swinoujscia wyszło ze mamy "w nogach" 394 km.
ETAP V PIĄTEK 27.06.2008 POWIDZ - LICHEŃ



W fajnym miejscu to fajnie sie spało i na nogi zerwalismy sie dopiero o 7.00, codzienna toaleta, śniadanie i pakowanie zajęły nam czas do 9.24 i o tej godzinie opóścilismy gościnny Powidz i przez Ostrowo, Anastazjewo-kawałek drogą Nr 262 do Adamowa i znów lokalna drogą na Budzisław przez Kaliską, Nieborzyn, Złotków, Mikołajewo, Rożnowo do Ślesina.
W tym sympatycznym miasteczku z koniecznosci znów "podzielilismy siły" poniewaz Bogdanowi znów zaczęło cos sie dziac z tylnym kołem więc Stachu z Tomaszem pojechali do Lichenia szukac kwatery a my obaj szukac fachowca do naprawy. Znalazł sie w Ślesinie dosyc sympatyczny mechanik ale moze on i dobry do aut bo kilka złomów stało ale roweru jak potrzeba nie naprawił( trzeba było "zcentrowac koło" ) a tylko podociagał kilka szprych. Mielismy trochę pecha, bo Bogdan zdecydował nawet kupic nowe koło ale akurat nie mieli takiego rozmiaru no i po tej małej korekcie trzeba było ruszać dalej. Mała robótka a zeszło bite trzy godziny i gosciu nawet honorowo nie chciał pieniedzy bo zarządał wiecej a dostał mniej.

Do Lichenia i do Kolegów "dobilismy" ok godz. 16.00 po przejechaniu w sumie 47 km. a wiec nie ETAP a etapik. Taki krótki etap był zresztą zaplanowany, aby jak najdłuzej byc w tym świetym miejscu poniewaz jednym z celów wyprawy która nazwałem życiową był właśnie LICHEŃ gdyz juz w zeszłym roku planowałem taka eskapadę którą teraz śmiało mogę równiez nazwać MOJA PIELGRZYMKA do LICHENIA. Postawiłem sobie równiez intencję dla tej pielgrzymki której nie chciałbym tutaj wymieniać.

Koledzy bardzo ładnie spisali się z kwaterą bo "załatwili" po 18 PLN za łózko i to w domu praktycznie naprzeciwko Bazyliki. Wiecej szczegółów z samego Lichenia w kolejnej relacji
Prześlij komentarz