niedziela, 28 września 2008

Ś W I N O U J Ś C I E - MARATON - 20.09.2008

MARATON ROWEROWY im. Olka Czapnika ŚWINOUJŚCIE - przygotowania
Kolejna relacja to opis wyprawy rowerowej do Świnoujścia na maraton im. Olka Czapnika który odbył sie w dniu 20.09.2008r. Drugi juz w tym roku wyjazd do tego miasta ( pierwszy nazwałem Wyprawą rowerową życia) rozpoczęlismy ze Stachem Zielińskim w dniu 16.09. 2008 o godz. 18.50 pociagiem pospiesznym do Warszawy i stamtąd Intercity z zamiarem bezposredniego dotarcia na miejsce. Wybrałem takie połączenie, aby jak najmniej uganiac sie z rowerami i niestety przeliczyłem sie w planach poniewaz ok godz. 4.00 ( 17.08 ) zostalismy "wysadzeni " z pociagu na stacji Krzyż z uzasadnieniem, że w tego typu pociągach nie przewozi sie rowerów. Po perypetiach z dwoma przesiadkami dotarlismy do Świnoujscia juz ok. godz. 14.00 - jeszcze tylko promem do miasta i po 20 minutach zameldowalismy się w osrodku "Relaks" ( Słowackiego 1 -polecam ) gdzie nareszcie moglismy odpocząc po podróży.
Ponizej kilka fotek z samego miasta i przed naszym domkiem.





Zbyt długo nie zabawilismy w domku, gdyz zrobiła sie piękna słoneczna pogoda i zaraz wybraliśmy sie na plażę zrobić powtórne w tym roku przywitanie z morzem.




Muszę się tutaj przyznac ze jestem zafascynowany samym miastem Świnoujscie i napewno nie raz jeszcze tutaj wrócę.
Reszta popołudnia zeszła nam na nadmorskiej plazy, oczywiscie fotki i wdychanie jodu przy pieknej słonecznej pogodzie wiec w załaczeniu kolejnych kilka zdjęć.



Oczywiscie nie samym morzem człowiek zyje i nie tylko po to przyjechalismy, aby podziwiac uroki morza, ale na powazny maraton więc jeszcze w tym samym dniu pojechaliśmy na rekonesans rowerowy wokół miasta, a na nastepny dzień 19.09. już ok. 8.30 wystartowaliśmy na zapoznanie trasy maratonu z silnym postanowieniem przejechania całej zaplanowanej trasy maratonu.



Było to tylko postanowienie gdyz i w te okolice zawitały chmury i deszcze więc z koniecznosci skróciliśmy dystans chociaz i tak w sumie z dojazdem do ośrodka Relaks , gdzie mieliśmy kwatery wyszło nam w tym dniu ok. 70 km. Jazdę rozpoczeliśmy w zupełnie spacerowym tempie od dojazdu do Miedzyzdrojów.


W samym miescie obowiazkowy spacer po promenadzie gwiazd i w jej okolicach i chociaz jak juz wczesniej pisałem sam kurort zupełnie mnie nie zachwycił, to dosyc sympatycznie ktos wpadł na pomysł, aby na ławeczce upamietnic postać Gustawa Holoubka na której każdy może zrobić sobie zdjęcie z tym znanym aktorem co i ja nie omieszkałem uczynić.

Z Miedzyzdrojów udalismy sie do kolejnej znanej miejscowości WISEŁKA i juz stamtąd "odbiliśmy" do Wolina, a trasa maratonu prowadziła dalej do Międzywodzia i dopiero stamtąd do Wolina.
Nasza skrócona trasa prowadziła z Wisełki przez malownicze miejscowosci jak Warnowo, Łazin, Kodrąbek, Mokrzycę Wielką i Małą do Wolina gdzie była przerwa na obiad. Podczas poprzedniej bytnosci w tym miescie jedliśmy w sympatycznej pizzerii wiec i teraz postanowilismy tak samo odwiedzic sympatyczny lokal i jego włascicielkę którą pozdrawiam.
Z Wolina już główną drogą tak jak prowadziła trasa maratonu udalismy sie w 26 km. drogę powrotną i juz przed samymi Miedzyzdrojami " złapał" nas taki deszcz ze w pewnym momencie juz myslałem, ze całkowicie zrezygnuje z tej jazdy szukając jakiejś "podwody", ale za namową Stacha kontynuowalismy jazdę i tym sposobem gdzies po 40 minutach deszczu, niebo sie rozpogodziło i nawet wyszło słoneczko takze w zupełnie innych nastrojach chociaz nieźle przemoczeni dojechalismy na miejsce. Reszta popołudnia zeszła nam na suszeniu ubrań ( pozyczylismy grzejnik) no i oczywiscie na przygotowaniach do jutrzejszego maratonu.
Oczywiswcie zdazylismy jeszcze tradycyjnie wyjść nad morze, znów kilka fotek i na jedną chciałem zwrócić uwagę jak prom z YSTAD "wbija " sie w ląd koło mola.




Po wyjsciu z plazy zdązylismy jeszcze w tym dniu podziwiać piekną świnoujską promenadę gdzie atrakcją w tych dniach był występ meksykanów z ich charakterystycznymi strojami i muzyką co równiez nie omieszkałem uwidocznić na zdjęciu.


Pewną atrakcją na promenadzie w Świnoujsciu jest równiez podświetlana fontanna która wieczorem świeci różnymi kolorami tworząc fajną scenerię.
Nawet nie zauwazylismy jak zrobiła sie godz. 22.00 wiec szybciutko na camping i spac bo przeciez rano pobudka o godz. 6.00 i jeszcze trzeba dojechac na miejsce startu który jest z ul. Bartnickiego na Warszowie a wiec kawałek drogi no i jeszcze przeprawą promową.
20 WRZESIEŃ 2008 ŚWINOUJSCIE MARATON im. OLKA CZAPNIKA

Jak wspomniałem pobudka o godz. 6.00 ( nie bardzo chciało sie wstac po wczorajszych wrazeniach) i końcowe przygotowania do startu. Troche obawialismy sie pogody ale było dosyć ciepło i najwazniejsze ze bez opadów i juz ok. godz. 8.10 na miejscu startu. Zawsze na maratonach bylismy ze Stachem w jednej grupie startowej, a obecnie tak sie złozyło, że ja startowałem o godz. 8.20 a Stachu 5 minut za mną i w pierwszym odruchu miałem protestowac u organizatorów, gdyz miałem wcześniejsze zapewnienie, że bedziemy razem w jednej grupie, lecz w końcu Stachu i tak tradycyjnie jest zawsze na mecie wczesniej więc dałem sobie spokój.
Moja grupa startowa Nr 6, numer startowy 73, osoby z którymi miałem przyjemność startowac są na zdjeciu - pozdrawiam Was panowie.




Start nastapił ze wszystkimi zasadami zgodnie z Regulaminem maratonów Pucharu Polski o godz. 8.20 ( moja grupa ) i po dojeździe do głównej drogi i pokonaniu dystansu 11km. odbiliśmy na drogę do Miedzyzdrojów, przez wspomnianą Wisełkę, Kołczewo do Miedzywodzia i juz stamtąd "na Wolin" przez m. Świetność, Łowno, Zastań ( punkt kontrolny z elektronicznym pomiarem czasu), Granik, Łojszyno, Sierosław, Łuskowo, Korzecin, Jarzebowo, Unin, Młynówkę i Jaromierz i Wolin. Przed ponownym wjazdem na trasę w kierunku Swinoujscia był kolejny punkt kontrolny z punktem zywieniowym gdzie mozna było wypic kawe , herbatę , posilic sie kanapka , zjeść banana lub batonika jednak wiekszośc zawodników bez zatrzymania pomykało dalej chcąc uzyskac jak najlepszy czas.
Ja mówiac szczerze nie mam takich aspiracji zeby sie scigac i na spokojnie wypiłem kawke, porozmawiałem z sympatyczną panią wydajacą posiłki, zjadłem kanapkę i po ok. 15 minutach wyruszyłem spokojnie w dalszą drogą juz w kierunku mety w Świnoujsciu.
Pragne jednak dodac ze i ja osobiscie miałem odrobinę "podniesioną adrenalinę" gdyż po starcie postanowiłem sobie, ze nie dam sie dogonić Stachowi przynajmniej do Miedzyzdrojów ( przyznaje ze Stachu jest sporo lepszy ode mnie w jeździe rowerowej ) a udało mi sie mu "uciec" aż do Wisełki więc tez jest pewien sukces i okazja do małej satysfakcji.
Na mecie w Swinoujsciu dotarłem przed godz. 12.00 co tez sobie załozyłem przed startem no i sam dystans pokonałem w 3 godz. 37 minut co dla mnie równiez jest swoistym rekordem.
Wniosek z tego ze mimo ze nie jezdżę na maratonach dla jakichs rekordów i pucharów to swoje malutkie cele osiągam i mam z tego duze zadowolenie i to jest najwazniejsze.
Chciałbym w tym miejscu wspomniec o trzech osobach- kolegach, uczestnikach maratonu i to nie tylko obecnie opisywanego. Jest to osoba PANA Bolesława Zaiczka z Milicza który pomimo swojej niepełnosprawnosci bierze udział w prawie wszystkich maratonach i z którym miałem przyjemność jechac w drodze z Wolina do Miedzyzdrojów. Serdecznie pozdrawiam Panie Bolku i zycze dalszej wytrwałości. Niestety nie zrobiłem fotki ( po prostu nie śmiałem ) ale pewnie w galerii z maratonu bedzie pan Bolesław.


Druga osobą jest Heniek Fortoński( po lewej ) który w kazdym z maratonów jest zawsze w ścisłej czołówce i z powodzeniem wygrywa z pełnosprawnymi uczestnikami maratonów - tak trzymaj Heniu i do zobaczenia za rok.
Najbardziej chyba znaną osobą na kazdym z maratonów jest Janek Ambroziak który uczestniczy w kazdym maratonie, jedzie zawsze na najdłuższym dystansie i jego ambicją jest zaliczyc dystans niewazne w jakim czasie. Niejednokrotnie zdarzało sie ze juz wszyscy dobrze odpoczeli po jeździe a Janek dopiero docierał na metę. Co to znaczy samozaparcie.Na zdjeciu ponizej własnie Janek którego tez pozdrawiam.

Tyle o uczestnikach, nie wymieniam zwyciezców w poszczególnych kategoriach bo nie o to chodzi. Wspomne moze tylko ze w maratonach uczestniczy sporo pań i to jest sympatyczne ze dziewczynom tez chce sie jeździć na rowerach i to nie tylko trekingowych ale wyscigowych. Pozdrawiam w zwiazku z tym wszystkie PANIE moze nie wymieniając z imienia- tak trzymać.
Wspomne jeszcze ze zakonczenie imprezy z wreczaniem pucharów i medali uczestnictwa odbyło sie na drugi dzien w niedziele 21.08 i ja tez tam byłem, medal otrzymałem którego fotkę pozwolę sobie zamiescić.


Ponizej jeszcze kilka zdjęc z samego zakończenia które odbyło sie oczywiscie na Promenadzie w muszli koncertowej z udziałem wszystkich
uczestników maratonu.



Na podium niestety nie miałem okazji "wskoczyć" wiec chociaz na fotce bedzie uwidocznione to zasczytne miejsce.
Ostatnia fotka ponizej przedstawia zwycięzców rajdu IMAGIS, sa to prawdziwi mistrzowie którzy w tym roku pokonali dystans 1016km non stop ze Świnoujscia do Ustrzyk i najszybszy z nich uczynił to w 36 godzin - nie do uwierzenia prawda? Jeszcze jedno- zawodnik w czapeczce to wspomniany przeze mnie Heniek Fortonski-gratulacje Heniu.

Powrót do Skarzyska równiez pociagiem juz bez nieprzewidzianych wydarzen, ok. godz. 9.30 dnia 22.09.2008.
Był to mój ostatni czwarty w tym roku maraton w którym uczestniczyłem.
Pochwalę sie jeszcze podsumowując wszystkie moje wyprawy, że od poczatku sezonu 2008 ( 10.03.) udało mi sie "zrobić" rowerem 3583 km. co jak dla mnie jest absolutnym rekordem i chociaz u niektórych pewnie wzbudzi uśmiech, to ja mówiąc nieskromnie jestem dumny z siebie - nikt mnie nie chwali to sie sam pochwale ha ha ha.
I to by było na tyle.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Coś tak przeczuwam, że przy okazji wypraw rowerowych załapiesz nowego bakcyla - utrwalanie piękna przyrody i krajobrazu.
Chyba czujesz to "coś", bo zdjęcia są naprawdę rewelacyjne.

Pozdrowienia ze Stalowej Woli.

Mirek pisze...

Serdeczne dzięki, to miłe ze tak sadzisz ale do rewelacyjnych zdjęc jeszcze duzo mi brakuje. Pozdrawiam cieplutko. M.