wtorek, 26 sierpnia 2008

VII GORZOWSKI MARATON ROWEROWY 22-23.08.2008

21.08.2008 SKARZYSKO KAMIENNA -KRZYŻ-GORZÓW- WOJCIESZYCE


Dziś kolejna relacja z cyklu "Moje wyprawy rowerowe". Na maraton do Gorzowa wybrałem sie tradycyjnie juz z kolegą Stachem który stał sie moim nieodłącznym kompanem na tego typu wyjazdy i bardzo dobrze gdyz samemu napewno nie chciałoby sie wyruszać.

Jak napisałem w tytule wyjechalismy w dniu 21.08.2008 o godz. 15.40 pociągiem do Kielc i stamtąd do m. Krzyz gdzie po po godzinnym oczekiwaniu juz bezposrednio do Gorzowa Wielkopolskiego.
Wszystko tak ładnie sie pisze, ale sama 12 godzinna jazda koleją do przyjemnych nie należy tym bardziej z rowerami, ale co sie nie robi jak sie posiada jakąś pasje. Mogę juz chyba w tym momencie powiedziec ze te moje wyprawy stały sie moją pasją, ale to chyba dobrze a przeciez jedni lubia wedkowanie, inni znaczki ( ja tez ), jeszcze inni zeglarstwo itd itd a ja co? - rower i niech tak zostanie. Wracajac do uciązliwej jazdy pociagiem to jest tez plus tych wypraw pociągowych a mianowicie fakt ze jestem kolejarzem jest tez nie bez znaczenia na koszt takich wypraw.
Jak wspomniałem po dosyc uciazliwej jeździe "juz" o godz. 7.00 dnia 22.08. bylismy w Gorzowie skad czekała nas jeszcze 5 kilometrowa jazda rowerami do m. Wojcieszyce skad miał sie rozpocząć wspomniany maraton.


Z samego rana trochę "z musu" jeździliśmy po miescie i chciałem podkreslic ze bardzo mi sie spodobało samo miasto - czysciutko, schludnie, sympatyczni mieszkańcy a zwłaszcza mieszkanki. Wszystkie moje oceny porównuję do mojego miasta Skarzyska i nie za bardzo korzystnie to wypada ale przeciez nie o tym ta relacja.


Wspomniałem ze "z musu" jeździlismy po miescie gdyz kwatere w Wojcieszycach mogliśmy zając ok.8.00 i stad "wycieczka " po miescie i ta refleksja.


Musze w tym momencie troche zareklamowac miejsce naszego zakwaterowania t.j. gospodarstwo agroturystyczne gdzie autentycznie jest fajne miejsce nawet na wypoczynek. Wyposazenie pokoju ze wszelkimi standartami niezłego hotelu łacznie z telewizorem, DVD itp.


Na fotce ponizej ja ze Stachem juz w pokoju po rozpakowaniu, krótkim odpoczynku i przed wyjazdem na rekonesans trasy maratonu.


W pierwszej kolejnosci podjechaliśmy na miejsce startu t.j. pod Gminny Osrodek Kultury gdzie równoczesnie znajdował sie sztab Maratonu i w którym odbyła sie odprawa ze wszystkimi uczestnikami imprezy ale to dopiero wieczorem.



22.08.2008 REKONESANS TRASY
Mimo ze wydrukowałem mapke z trasą maratonu po wspomnianym krótkim odpoczynku wyruszylismy ze Stachem na rekonesans, który był jednoczesnie swego rodzaju treningiem podczas którego nie wiadomo kiedy "zrobilismy" 62 km. Przejechalismy powtórnie cały Gorzów, nastepnie przez m. Baczyna, Marwice,Santocko do Kłodawy która była jednym z etapów maratonu i przez którą prowadziła własciwa trasa do Gorzowa. Na poczatku troche pogubiliśmy sie w zawiłosciach trasy
i własnie taki rekonesans po raz kolejny potwierdza ze dobrze jest przyjechac wczesniej i na spokojnie przejechać się chociaz po częsci trasy.
Wieczorem wspomniana odprawa która na wszystkich tego typu maratonach ma miejsce i gdzie jest okazja poznac organizatorów, omawiane sa wszelkie trudnosci mogące wystapić na trasie oraz pozostałe sprawy organizacyjne.
Pragne podkreslić ze komandorem maratonu była przesympatyczna Pani Ania Buczma, która jest jednoczesnie prezesem towarzystwa cyklistów
z Gorzowa i która jak zauwazyłem była 'mózgiem" całej imprezy. Pozwoliłem sobie nawet zrobić fotke z Panią Prezes aby upamietnic moje uczestnictwo w maratonie w tak miłym towarzystwie.

Fajnie został uwidoczniony w kadrze jeden z kolegów który był strasznie ciekawy co tez ma napisane w swoich notatkach Pani Komandor. Stachu tradycyjnie podczas fotografowania "uciął" nas od połowy i to nie pierwszy raz ale pamiatka jest i to wazne. Wazne jest równiez to ze to kobieta "przewodzi" cyklistom co jest chyba ewenementem
w maratonach-brawo PANI ANIU P O Z D R A W I A M. Dodam jeszcze tylko ze generalnie PANIE uczestnicza równiez coraz liczniej
w takich maratonach i w kazdym z nich jest ich coraz wiecej.
Nie wiadomo kiedy zrobił się wieczór wiec pozostało nam tylko "na wóz"
i spać no bo przeciez rano sie wstaje na start.
VII G.M.R. start do maratonu 23.08.2008 Wojcieszyce
No i nastapił dzien startu do wspomnianego maratonu gdzie juz o godz. 9.15 zameldowalismy sie ze Stachem na miejscu. Znaleźlismy sie w 15 osobowej grupie Nr 7 której start przewidziano na godz. 9.30 i zgodnie z wymogami wszystkich maratonów z cyklu Pucharu Polski o tej godzinie wyruszylismy na trasę. Wcześniej jeszcze tylko fotka pamiatkowa z miejsca startu i w drogę.
Wspomniany wczesniej "gościu" znów pojawił sie w kadrze ale nie miałem na to wpływu-widocznie lubi być fotografowany. Wyruszylismy w dosyć szybkim tempie w kierunku Kłodawy ( Stachu jak zwykle wyrwał do przodu ale juz nie mam pretensji - w końcu jak się chce sprawdzić? ), dalej przez Gorzów do Baczyny skąd skręcilismy na Wysoką, gdzie było rozgałęzienie na trasę GIGA a ja trasa na 82 km. pomknąłem "jak strzała" w kierunku m. Staw, przez Trzcinną do Karska gdzie znajdował sie punkt zywieniowy i kontroli czasu. Na punkcie króciutki postój na zjedzenie banana i dalej w drogę na najtrudniejszy odcinek maratonu. Trudność polegała na tym ze jechało się po prowizorycznej drodze ułozonej z betonów, do tego
w deszczu i po błocie takze po dwóch kilometrach wygladałem "jak nieboskie stworzenie" ale i to przezyłem. Najgorsze z tego było jeszcze to ze dodatkowo po tej drodze mijalismy się z wielkimi autami budowlanymi wiec trzeba było dodatkowo zachować ostrozność.
Szczęsliwie przejechałem wspomniany odcinek i po wjeździe na drogę Nr 151 z Recza po super nawierzchni dojechałem do Kłodawy skad bardzo szybko znalazłem sie spowrotem w Wojcieszycach na mecie. Zaplanowany dystans 82 km pokonałem w czasie 3godz. 42 minuty co u niektórych moze wzbudzić usmiech pobłazania natomiast dla mnie jest to rekord i 5 miejsce w swojej kategorii wiekowej jest moim sukcesem. Stachu pokonał dystans w czasie 3.12 i zajął 3 miejsce, wiec nie jest źle i w kazdym nastepnym maratonie powinno byc lepiej. Pragnę zaznaczyć ze nie jezdze dla zadnych rekordów- po prostu taki sposób spedzenia czasu jest dla mnie jak wspominałem swoista pasją i juz planuję nastepny wyjazd.
Reszta popołudnia upłynęła na doprowadzaniu siebie i roweru do porzadku- trzeba było przede wszystkim umyc sie z błota no i swojego "rumaka" doprowadzić do wzglednej czystosci. W koncu obecny rower przewiózł mnie juz ponad 2800 km i mimo ze nosze się z zamiarem zamiany na lepszy model to narazie chucham i dmucham na obecny, gdyz jak narazie mnie nie zawiódł.
Wieczorem w towarzystwie organizatorów odbył sie grill i ognisko, wystepy zespołow dzieciecych i przednia zabawa. Stachu proponował jeszcze mały wypad rowerowy ale mnie po prostu juz sie nie chciało- w koncu ma się swoje lata wiec grzecznie na kwatere "lulu" i spac.
W niedzielę od 10.00 uroczyste podsumowanie maratonu z losowaniem nagród rzeczowych i wreczaniem pucharów dla zwyciezców w poszczególnych kategoriach wiekowych oraz medali dla wszystkich uczestników. Jak w wiekszosci maratonów kazdy uczestnik otrzymał imienny medal z wypisanym nazwiskiem, rodzajem trasy i dystanesem co tez jest fajną pamiatką. Malutkim zgrzytem był fakt ze medale na dystansie 82km. były wydrukowane z cyferkami 72 ale zauwazyłem ze specjalnie nikomu to nie przeszkadzało, chociaz Pani Komandor ANIA bardzo się stresowała przepraszajac za to niedocioagniecie. Poza tym organizacja super i ocena 5 z minusem jest moim zdaniem odpowiednia.
Na zdjeciu organizatorzy maratonu ( z mikrofonem Pani ANIA ) za wyjatkiem Pana Zbyszka S. który był kierownikiem trasy gdzies mi "uciekł" z kadru i którego pozdrawiam . Jak widac podium okazałe, puchary równiez tylko mój kolega Stachu był troche niepocieszony gdyz pucharkami byli tylko honorowani zdobywcy pierwszych miejsc w kazdej z kategorii. Poza tym to pozostałe wrazenia jak najbardziej pozytywne. Jeszcze tylko fotka zwyciescy maratonu w kategorii open Andrzeja G. którego równiez serdecznie pozdrawiam.
Wypada tylko przeprosić Cie Andrzej ze "nie złapałem" zdjecia w odpowiednim momencie ale to nauczka na przyszłość - obiecuje poprawę.
I to by było na tyle, jeszcze powrót do domu równiez pociagiem przez Warszawę z 3,5 godzinnym oczekiwanmiem na połaczenie na Wschodniej i o godz. 6.00 w domu.
Nastepna relacja z Rajdu koneckiego który jest zaplanowany na 13.09.2008.

sobota, 16 sierpnia 2008

TRASA - NR - 12 - W I E R Z B I C A

TRASA Skarżysko Kamienna , Lipowe Pole , Zbijów, Wierzbica, Jastrząb, Szydłowiec, Skarzysko Kamienna
Dziś przedstawiam relację z kolejnej z numerem 12 relacji p.t. Moje wyprawy
rowerowe" . Dosyc długa przerwa w relacjach nie była spowodowana " zawieszeniem" moich wypraw, lecz nie wyjezdzałem na nowe trasy a po prostu na te które opisałem już wcześniej.
W tytule mojego blogu określenie "piękno ziemi świętokrzyskiej" uzupełniam w tym przypadku o ziemię mazowiecką, gdyz moja wyprawa odbyła sie własnie tam, a konkretnie do m. Wierzbica. Ponizej kilka zdań z wikipedii o tej miejscowości które mnie osobiście zainteresowały.
Wierzbica – wieś (właściwie osiedle przemysłowe) w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie radomskim, w gminie Wierzbica. W latach 1469-1863 miasto.
W latach 1975-1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa radomskiego.
Miejscowość jest siedzibą
gminy WierzbicaPierwsze wzmianki o włości możnowładczej komesa Ottona i jego brata Krystyna pochodzą z XII wieku. Właściciele dobra te przepisali klasztorowi cysterskiemu w Wąchocku i w ich posiadaniu do kasaty klasztoru do końca XVIII wieku. Przed 1227 osada otrzymała przywilej na cotygodniowe targi i przed 1414 rokiem lokowano tu miasto. W 1469 Wierzbica otrzymuje prawo magdeburskie od króla Kazimierz Jagiellończyk. Miasto cysterskie rozwijało się prężnie i w pewnym okresie miasto przewyższało nawet liczbą mieszkańców sąsiedni Radom i Iłżę.
Po upadku
powstania styczniowego w 1870 Wierzbica utraciła prawa miejskie, a po pożarach w 1873 i 1904 znacznie podupadła. W XIX wieku powstały tu garbarnia, olejarnia, wiatrak i piece do wypalania wapna. Wierzbica nie odzyskała praw miejskich, a z dawnego miasta pozostał charakterystyczny trójkątny rynek.
W okresie po
II wojnie światowej w latach 1952-1955 powstała tu Cementownia Przyjaźń w oparciu o miejscowe kopalnie wapienia i radziecką technologię. W 1991 właścicielem cementowni został koncern Lafarge, który 12 października 1997 wygasił piece. W 2008 roku powstał plan ponownego uruchomienia cementowni, a miejscowe złoża margla szacowane są jako jedne z największych w Polsce. Po wojnie działały tu też Zakłady Azbestowe zamknięte z uwagi na szkodliwość dla ludzi i środowiska. Wobec odkrycia kopalni krzemienia pasiastego z okresu mezolitu istnieją plany otwarcia rezerwatu geologicznego.
Tyle wikipedia a teraz moja relacja.
Wyjechałem ze Stachem Z. w dniu 15.08.2008 o godz. 14.30 trasa przez Lipowe Pole, Świerczek na Kierz Niedźwiedzi - na zdjeciu pod tablicą kierunkową
Następnie na skrzyżowaniu z drogą "szydłowiecką" w Kierzu pojechalismy w prawo na Zbijów gdzie pod tablicą z granica województwa znów pozwoliłem sobie na fotkę aby upamietnic moment przekroczenia granicy......województwa.
W kolejnych relacjach będe starał sie zamieszczac trochę wiecej fotek, gdyz wreszcie zdobyłem się na nowy aparat, chociaz jak widac jakość tych zdjęc nie jest najlepsza, ale ucze się i moze następne bedą juz lepsze
W samym Zbijowie kolejne skrzyżowanie i znów fotka - tym razem Stachu pod drogowskazem z kierunkiem jazdy do samej Wierzbicy.
Po drodze minęlismy jeszcze m. Mirów ( kolejne skrzyzowanie przez które trzeba przejechać prosto )
Teraz jeszcze tylko 7km. i po minięciu Koloni Wierzbica ( piekne dacze - kurde chciałoby sie w takiej mieszkac - fotke zepsułem ale moze jeszcze zamieszczę) znaleźliśmy sie w samej Wierzbicy. Chciałoby sie pospacerowac po tej ładnej miejscowosci ale musiała wystarczyc informacja z wikipedii, gdyz zaczęło sie chmurzyc i trzeba było "spylać" w drogę powrotną.
Jeszcze tylko fotka ruin byłej cementowni i juz znaleźliśmy sie po przejechaniu ok 4km. przez Lipienice w m. Jastrząb.
Pokiwałem znajomemu na nastawni kolejowej przy przejeździe i dalej w szybkim tempie do Szydłowca.
W samym Szydłowcu mimo obawy "deszczowej" zrobilismy przerwę u znajomego, który posiada sympatyczny barek i dla zareklamowania powyzszego zgodnie z umową kolejna fotka. Pozdrawiam Cię Panie Marek.
Wspomnę jeszcze ze na miejscu mozna zorganizowac grill i inne atrakcje za naprawde przyzwoitą cenę. Jeszcze informacja ze wymieniony lokalik znajduje sie przy wyjeździe z Szydłowca w kierunku m. Majdów
gdzie po ok. 30 minutach odpoczynku i rozmowie z włascicielem, pojechalismy opisywaną wczesniej przeze mnie trasą w tym własnie kierunku.
Pierwotnie planowalismy jechac w kierunku Góry Skarbowej ale pogoda zdecydowanie sie zepsuła i juz w dosyc szybkim tempie dojechaliśmy przez las do Baraku i tutaj zaryzykowalismy jazde drogą Nr 7 ( pobocze dosyc szerokie ale mimo wszystko nie polecam ) dojechalismy do wspominanej ul. Turystycznej, przez E7 do Rycerskiej, Kopernika, Rejowską i po przejechaniu w sumie ok. 66 km. do domu. Na szczęscie udało sie zdazyc przed deszczem i musze tu sie przyznac ze mielismy troche szczęscia bo w chwili gdy wjezdzałem na swoje 9 pietro rozpadał sie taki deszcz ze pewnie nic suchego by na nas nie zostało gdyby tak jeszcze z 10 minut jechac.
I to by było na tyle. Nastepna relacja jak nic nie wypadnie będzie z maratonu na który wybieram sie ze Stachem do Gorzowa Wielkopolskiego.

środa, 23 lipca 2008

19 LIPIEC 2008 - TRASA - ŁĄCZONA - CIEKAWA

Wreszcie zebrałem się na opisanie trasy rowerowej na która wybrałem się 19 lipca 2008r. w sobotę. Za oknem piekna słoneczna pogoda, zgroza byłoby siedziec w domu więc już ok. 10.15 po krótkich przygotowaniach wystartowałem na trase którą nazwałem "łączona" gdyz jechałem przez miejsca które juz opisywałem, wiec bedzie to krótki opis jak połączyłem wcześniej przejechane trasy. Wyszła z tego dosyc sympatyczna wyprawa o długości 69 km.
"Wystartowałem" w kierunku Skarbowej Góry ulicą Kopernika, Rycerską, Turystyczną, dalej do Majdowa ( wczesniej jechałem od Ubyszowa a teraz "na odwrót ") - na zdjeciu przed wjazdem do tej miejscowosci.

Wjazd do Majdowa od tej strony był troche uciązliwy ze wzgledu na dosyc długie wzniesienie ( dlatego z lenistwa lubię jechac od wspomnianej "drugiej strony") ale dzielnie je pokonałem i juz przez Ubyszów pozostał zjazd do samego Blizyna skąd pojechałem w kierunku Świniej Góry piekną malowniczą drogą przez Jastrzebie do leśnej drogi pozarowej oznaczonej jako ściezka rowerowa.

Na wysokosci rezerwatu Dalejów skreciłem w drogę prowadzącą do Suchedniowa gdzie zaplanowałem pierwszy postój przy fajnym źródełku gdzie zjadłem przygotowane kanapki popijając zdrową źródlana wodą. Pragnę dodać ze kilkoro znajomych z Suchedniowa specjalnie do tego źródełka przyjezdza po wode na niedzielny obiad co swiadczy, ze nie tylko mnie bardzo smakuje ta woda. Ciekawych zapraszam na wycieczke chociazby tylko aby spróbowac tej wody. Pozwoliłem sobie nawet zrobić fotke która przedstawiam ponizej.
Poczatkowo miałem zamiar zakonczyc w Suchedniowie tą wyprawe ale po takim wspaniałym "napitku" nabrałem takiego wigoru, ze ruszyłem z Suchedniowa dalej w kierunku Bodzentyna.
Po przejechaniu sławnej miejscowosci Michniów ( pisałem o niej w relacji z trasy Nr 4), kolejne wzniesienie tym razem na Górę Sw Barbary gdzie zarzadziłem drugi postój. Na szczycie spotkałe sympatyczne turystki z Warszawy które wybrały się na piesza wedrówkę po tych terenach co swiadczy ze ziemia swietokrzyska jest naprawdę piekna tyko my "miejscowi" nie umiemy tego docenic zgodnie zreszta z przysłowiem
" cudze chwalicie swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie"
Po krótkiej miłej rozmowie ruszyłem "z górki" przez Wzdół Rzadowy,
skreciłem w lewo na "Wzdół Kolonię" i przez Kamionkę znów pod góre dojechałem do m. Siekierno,
skąd droga lesną "na Wykus" ( szczegółowy opis Trasa Nr 4 ) dojechałem do rozgałezienia tych dróg a nastepnie po ok. 1,5 km skreciłem w lewo juz bezposrednio do Suchedniowa. Odcinek drogi do Suchedniowa to
ok. 9 km. fajnej jazdy przez las po utwardzonej nawierzchni wiec koncowy etap to sama czysta przyjemność wsród swiergotu ptaków
w leśnej" machoniowej" scenerii. Na wspomnianym odcinku nie obyło sie bez kilku wzniesien ale w końcu to tez góry więc byłem na to przygotowany chociaz nie ukrywam ze wolę "z górki" niz na odwrót ale kto by nie lubiał? Zrobiłem tez fotke z tych lesnych wzniesien chociaz zdjecie nie pokazuje dokładnie ze to jednak góry chociaz jak by to ktos powiedział tylko świętokrzyskie.
Kolejna przerwe w wyprawie zrobiłem w samym Suchedniowie i "już" około 18.15 wyruszyłem stamtad juz najkrótszą droga przez Stokowiec, Rejów, Zachodnie i do domu na godzinę 19.00.
W sumie jak wspomniałem wyprawa całodniowa, trasa liczyła 69 km. ale bardzo spokojna i ciekawa. To by było na tyle. C.D.N.

wtorek, 8 lipca 2008

WYPRAWA - ROWEROWA - ŻYCIA - ETAP -VI, VII -LICHEŃ-KOLUSZKI-SKARZYSKO-KAMIENNA-29-30.06.2008r.

E T A P VI 29.06.2008 LICHEŃ - KOLUSZKI

Dziś relacja z kolejnego juz VI Etapu Mojej zyciowej wyprawy rowerowej którą rozpoczeliśmy w stałym składzie o godz. 9.24 z m. Licheń. Piękna słoneczna pogoda, pozegnaliśmy sympatycznych gospodarzy oraz tą cudowną miejscowość i w zaplanowaną w dniu wczorajszym drogę najdalej do Łęczycy i jak sie okazało w trakcie znaleźliśmy się, aż w Koluszkach. Pragnę dodac ze dystans do Skarżyska był "rozłozony" na trzy dni a tu z przyczyn opisanych dalej w dwa dni udało sie dojechac na miejsce.
Z Lichenia udalismy się w kierunku m. Stefanowo, Krańsk do Koła gdzie nie udał sie zaplanowany postój, objechaliśmy tylko miasto i dalej przez Dąbie do Chełmna gdzie kilka kilometrów przed tą miejscowością zrobiliśmy dłuższy postój. Przy okazji zwiedziliśmy muzeum martylorogii Żydów z wpisem do ksiązki pamiątkowej. Zastanawiające jest jak ludzie ludziom mogli zgotować taki los - chwila zadumy i dalej w drogę.
Do Łęczycy przez Kupinin, Leszno, Nagórki, Błonie dojechaliśmy ok. 16.00 po przejechaniu ok. 90 km. z nadzieją, że wreszcie odetchniemy bo jednak dzień był goracy i wszyscy odczuwaliśmy zmeczenie. Musze tutaj dodać, że przez wymienione miejscowosci jest skrót do Błonia wiec "zaoszczedziliśmy" ok. 10km. niż bysmy jechali przez Grabów, a zasadniczą korzyścią z tej oszczędności był fakt ze nie jechalismy główną trasa tylko jak ja to mówię "bokami" a i droga niewiele gorsza, bynajmniej jak na rower to odpowiednia.
Jak wspominałem w Łeczycy nie znaleźliśmy noclegu, wiec bez dłuzszego zastanawiania po krótkiej naradzie zdecydowalismy na dalsza jazdę tym razem do Strykowa. Na mapie w m. Dzierzbiętów znaleźlismy fajny skrót przez Leśmierz, Skotniki, Małachowice i w Parceli do drogi Nr 708 do samego Strykowa.

W samym Strykowie ( jako ciekawostke powiem ze w tej miejscowosci konczy sie sławna autostrada A2 ) zorientowałem sie ze to kilka kilometrów do Brzezin gdzie na 100% miała być kwatera, więc tylko "przemkneliśmy" przez to miasteczko i po kilkudziesieciu minutach bylismy w Brzezinach. Na miejscu okazało sie ze nie mozna być nigdy pewnym na 100%, gdyz kwatery nie było, a miejscowi podpowiedzieli że kilka kilometrów przed Koluszkami jest piękny zajazd i bez zastanowienia pojechaliśmy dalej. Zajazd i to piękny owszem był, ale znów problem, gdyz kierownik odmówił zakwaterowania nawet na jedna noc ze względu na kolonie, nawet w sposób dość sympatyczny przepraszał i co z tego jak my w dalszym ciągu bylismy bez noclegu. Juz zacząłem brac pod uwage alternatrywe awaryjną, czyli namioty, ale jeszcze wymieniony kierownik "zrobił" nam trochę nadziei ze w Koluszkach na stacji benzynowej mają pokoiki i napewno beda miejsca. Musze się w tym momencie przyznać ze sam namówiłem kolegów na dalsza jazdę gdyz , autentycznie nie uśmiechała mi sie perspektywa spania w namiocie. Ta dalsza jazda to kolejne 20km. ale trudno znów zaryzykowaliśmy i ok. 21.00 dostaliśmy nocleg na wymienionej stacji benzynowej i nawet dosyć wygórowana cena ok. 40 zł. za łózko nie bardzo nas przestraszyła gdyz zmeczenie wzięło górę i juz nam było wszystko jedno. Na miejscu okazało się, ze odbyliśmy rekordową w tej wyprawie trasę 145 km. ale juz na łózkach po prostu padlismy chociaz muszę tutaj zaznaczyć ze kolega Bogdan z Tomkiem jeszcze przez jakis czas ogladali mecz finałowy ME. Niemcy - Hiszpania. Tyle na temat tego najdłuzszego etapu wyprawy, jutro ostatni etap chociaz plany były inne lecz o tym w dalszej częsci.
E T A P VII 30.06.2008. KOLUSZKI - SKARZYSKO KAMIENNA O S T A T N I
Rano,juz ok. 8.00 "na nogach" , w pełni wypoczęci i zrelaksowani, sniadanie i wyjazd w kierunku Tomaszowa Mazowieckiego. W chwili wyjazdu o godz. 9.24 czulismy sie prawie jak na swoim terenie bo to juz znane miejscowosci i znana trasa więc mimo braku mapki z krótkim postojem w Tomaszowie Mazowieckim na lody ( szukalismy tez bankomatu ze wiadomych przyczyn ) zmierzaliśmy bez przeszkósd do samego Opoczna.



Przed samym Opocznem okazało się ze nie mozna się cieszyc na zapas, poniewaz zaczął szwankowac tym razem mój rower i znów dylemat czy znajdzie się punkt napraw ( coś sie zaczeło dziac z tylnym kołem podobnie jak u Bogdana w Ślesinie ) ale w samym Opocznie znalazł sie sympatyczny własciciel sklepu który podokrecał wszystko jak sie nalezy i miało wystarczyc do Skarzyska i rzeczywiscie udało sie chociaz juz przed Sorbinem było nieciekawie lecz o tym dalej.
Jeszcze przed wyjazdem z Koluszek rzuciłem propozycję kolegom, zeby moze zrobić etap do Sielpi pod Końskimi i poczatkowo spotkało sie to z pełną aprobatą, jednak w trakcie jazdy wystąpiły watpliwości a było to spowodowane juz chyba bliskoscia domu i juz w samych Konskich znów zmiana decyzji: jedziemy do domu. Z samego Opoczna wynalazłem jeszcze fajny skrót do Końskich, przez Sitowę, Parczówek i Petrykozy i tym sposobem ok 17.00 "juz" znaleźlismy sie w Końskich, znów krótki postój
i znów "bokiem" przez Wąsosz, Czarną do Stąporkowa. Na tej trasie
z Konskich znów "niespodzianka"- tym razem Bogdan "złapał" gumę, znów przymusowy postój ale poniewaz było to prawie pod domem wiec predko sie z tym uporał i koledzy dogonili mnie w samym Stąporkowie. Piszę dogonili, gdyz pomału postanowiłem jechac ( w koncu człowiek ma swój wiek i pomyslałem ze jak się zatrzymam to juz nie będzie mi sie chciało dalej jechać ) podczas gdy Stachu i Tomek asystowali Bogdanowi.
Ze Stąporkowa mimo dłuzszej trasy z wiadomych przyczyn wybralismy jazde przez Świerczów, Pardołów, Nowki, Sorbin do Blizyna. Przed wspomnianym Sorbinem znów zaczęło mi sie coś dziać z kołem o czym wspominałem wczesniej i juz zacząłem się zastanawiac kogo ewentualnie prosić o pomoc w dowiezieniu mnie ze sprzętem, autem do Skarzyska lecz szybko odrzuciłem ta myśl i pomalutku dowlokłem się do Blizyna. Muszę tutaj zaznaczyc i podkreslic ze koledzy mimo pospiechu( przeciez byliśmy tak blisko domu ) honorowo dotrzymywali mi tempa i co kilka kilometrów czekali az dołaczę za co serdeczne dzięki. W samym Blizynie wykonałem telefon do domu ze jestem blisko, kolegom nie kazałem juz czekac gdyz pomyslałem ze do północy to nawet na piechote a honorowo jak bedzie potrzeba to dojdę- w koncu to wyprawa zycia. Mimo wszystko nie było takiej potrzeby, pomalutku dojechalismy w grupie, jeszcze fotka na rogatkach miasta i do domu.
Przedostatni postój - Petrykozy
W samym Skarzysku jeszcze rundka przez miasto ulicą Krakowską, Piłsudskiego, Żeromskiego do Górniczej gdzie rozstałem sie
z sympatyczna grupką. Obiecalismy sobie na odchodne ze powtórzymy podobny wyczyn, a moze dłuższy i z kronikarskiego juz obowiazku komunikuję ze etap VII z Koluszek do Skarzyska liczył 128km. A teraz podliczenie całej ilosci kilometrów jaką wykonalismy ze Świnoujscia - 788 a więc zgodnie z załozeniem, gdyz liczylismy ze będzie ok. 800, a więc nieduza pomyłka. Sama trasa powrotna była trochę krótsza gdyż dodałem kilometry jakie "zrobilismy" w drodze do Ahlbeck oraz do Miedzyzdrojów.
Jeszcze tylko podziekowanie dla Stacha Zielińskiego, Bogdana Skutnika, Tomka Bimera z obietnicą ze napewno jeszcze powtórzymy taki wyjazd
i moze znów bedzie to wyprawa rowerowa życia?. Pozdrawiam Was wszystkich i to by było na tyle.

poniedziałek, 7 lipca 2008

WYPRAWA ROWEROWA ŻYCIA - MOJA -PIELGRZYMKA -LICHEŃ 27-28.06.2008

M O J A - P I E L G R Z Y M K A - L I C H E Ń
Kolejną relację rozpocznę od stwierdzenia, ze głównym celem Mojej Zyciowej Wyprawy Rowerowej był właśnie Licheń, a własciwie pielgrzymka do miejsca objawienia Matki Boskiej Lichenskiej własnie
w tych okolicach uswieconych powstaniem Bazyliki.


Jak wspominałem w poprzednim poście Moja Pielgrzymka miała równiez osobiste intencje i pod cudownym obrazem w skupieniu miałem mozliwosc je wyrazić.
Zaraz więc po przyjeździe na miejsce 27.06.2008 juz po godzinie 16.00 byliśmy pod Bazyliką jak widac na załaczonych ponizej fotkach.




Wrazenia oprócz duchowych równiez fizyczne - niezapomniane, nie umiem moze tego opisac -trzeba tam po prostu byc. Sama Bazylika jest cudowną świątynią która została zbudowana, mogę tak powiedzieć "rękami" całego narodu zarówno w Polsce jak i z zagranicy. Na terenie Bazyliki są wmurowane tablice z nazwiskami ludzi którzy przyczynili się do powstania tego pieknego Sanktuarium i jako ciekawostkę powiem że znaleźliśmy tablicę ze Skarzyska z nazwiskiem rodziny Stachoń oraz Jedynak. Uwazam ze był to taki miły akcent ze krajanie z mojego miasta tez zostali w ten sposób uwiecznieni w Bazylice. Takich tablic
z nazwiskami ze Skarzyska jest pewnie duzo wiecej tylko trzeba by na to czasu aby ich szukać ale fakt jest faktem i to było miłe.
Następnie udaliśmy sie na wierzę Bazyliki skąd rozciaga się piekny widok na cała okolice łacznie z oddaloną ok. 3km. miejscowością Grąblin w której miały miejsce cudowne objawienia. Na samą wiezę mozna wejść
" na piechotę" ale jest takze winda za całe 5 PLN mozna wjechać
i obejrzec te wspaniałe widoki. Z całej czwórki tylko Stachu zdecydował sie wejść całe 17 pieter a pozostali koledzy łacznie ze mna zdecydowalismy sie na wjazd. Widoki z góry jak widac niezapomniane i chociaz zejść zdecydowałem sie "na piechotę" chociaz nie uwazam tego za zaden wyczyn to jednak samo zejscie tez wymaga troche wysiłku ale co sie nie robi dla kondycji ha ha .



Kolejna fotka przedstawia widok na kopułę bazyliki i widok na Dom Pielgrzyma gdzie zatrzymują sie pielgrzymi z różnych stron kraju i zagranicy. Pragnę podkreslić ze indywidualny pobyt w Licheniu jest duzo korzystniejszy niz grupowa wycieczka poniewaz jest czas na spokojne obejrzenie całego Sanktuarium a przede wszystkim na spokojną modlitwę.
Wokół samej Bazyliki wokół roztaczaja się piękne alejki i ogrody które równiez w spokoju można bez konca obchodzić

W pierwszym dniu bylismy jeszcze przy źródełku z cudowna wodą, oczywiscie zgodnie z poleceniem z domu, nabrałem równiez butelkę z tą wodą która dojechała ze mna do samego Skarżyska.


Tyle wrażeń z pierwszego dnia, jeszcze tylko juz na kwaterze pozdrowienia SMS-owe do znajomych i przyjaciół, kolacja i spać.

L I C H E Ń 28-06-2008r. - sobota
Drugi dzień pielgrzymki rowerowej do Lichenia przywitał nas piękną słoneczna pogodą wiec rano szybkie śniadanie i dalszy ciąg zwiedzania tych świętych miejsc. Ja osobiscie zaplanowałem jeszcze dodatkowo spotkanie z kolegą Jarkiem J. z Konina z którym nie widziałem sie od kilku lat, a którego znam jeszcze ze studiów w Radomiu i mile wspominam tę znajomość. Przez kilka kwadransów powspominaliśmy dawniejsze czasy, poszliśmy do koscioła Św. Doroty który właśnie został odrestaurowany, krótka modlitwa i nie zatrzymując kolegi,( dzięki Jarek ze miałes chęc na spotkanie ze mną - pozdrawiam ), dołaczyłem do swoich współtowarzyszy wyprawy rowerowej z którymi przeszlismy " Na Golgotę" . Tutaj w skupieniu i ciszy weszlismy na sam szczyt, wrazen moze nie bede opisywał - tutaj trzeba po prostu byc i samemu to przeżyć. Ponizej kilka fotek:



Popołudnie przeznaczylismy na spacer do wspomnianej wczesniej
m. Grąblin w której miało miejsce objawienie Matki Boskiej i gdzie
w miejscowym lesie została utworzona Droga Krzyżowa. Kilka fotek ponizej przedstawia zdjecia z tego równiez uświeconego miejsca.
Powrót równiez spacerkiem, na kwaterze ok 20.30 i juz przygotowania do jutrzejszego wyjazdu. Znów pakowanie sakiew na rowery, odprawa przed jutrzejszą trasą która zaplanowalismy az do Łęczycy a jak sie potem okazało przebylismy duzo dalej ale to juz w kolejnej relacji z Etapu Nr VI. Ciąg dalszy w nastepnej relacji.

piątek, 4 lipca 2008

WYPR. ROW.. ŻYCIA - ETAP - IV, V - ROGOŻNO - POWIDZ - LICHEŃ

ETAP IV CZWARTEK 26.06.2008 ROGOŹNO - POWIDZ

Jak ten czas leci juz czwartek 26.06.2008, Rogoźno, osrodek kolonijny nad jeziorem, nasza grupka po wczorajszej trasie, odrobinę zmeczona ale w doskonałych nastrojach oprócz mnie ze względu na bolące plecy "już" o godzinie 10.00 podązyła dziarsko na uzgodnione śniadanie i po nim w dalsza droge na kolejny IV ETAP naszej wyprawy. Pragne podkreslić ze wystartowaliśmy tak późno nie ze wspomnianego przemeczenia ale z koniecznosci wymiany opony w Tomka rowerze a niestety tego typu sklepy czynne są od 10.00. Wymiana opony i mój spacer po miescie za jakąś mascią na bolace plecy spowodowały, ze na własciwa trase pierwotnie planowaną do Witkowa a potem do Powidza wyruszyliśmy dopiero o godz. 11.30 a więc trochę późno ale cóz - siła wyzsza.


Zgodnie z wczesniej opracowana marszrutą z Rogoźna drogą lokalną przez Studzieniec, Budziszewko, Potrzanowo do m. SKOKI i stąd na drogę Nr 196 w kierunku Muśliny Murowanej " odbiliśmy" w m. Brzeźno na droge Nr 197 przez m.in Pawłowo Skockie, Kiszkowo, Węgorzewo, Ujazd, do samego Gniezna. Poniewaz było trochę późno a przed nami jeszcze kawałek drogi zaproponowałem kolegom, ze pojadę dalej sam "załatwiać" kwaterę w Witkowie a oni zwiedza Gniezno z odpowiednia rejestracją fotograficzną która publikuję poniżej.




Jak się okazało m. Witkowo nie ma zadnych kwater prywatnych i zdecydowałem za namową miejscowych pojechac do m.Powidz gdzie autentycznie kwater było sporo lecz stosunkowo drogo bo 30 PLN za łózko co przy naszych skromnych finansach było troche drogo. Ktoś powie ze przeciez mielismy namioty, jednak noce były troche zimne i nie bardzo po sporym wysiłku usmiechało nam sie rozbijac te namioty - zreszta co tu duzo mówic facetom w naszym wieku juz przeciez nalezy sie odrobina luksusu chociazby prysznic. Koledzy byc moze mieli troche pretensji ze mogłem trochę popytac o cene na innych kwaterach a ja już po dwóch telefonach zdecydowałem sie na ta cenę. Jedynym plusem tego był fakt ze do jeziora było ok. 50m. i ze Stachem zrobilismy mały spacer. Na przystani jachtowej można było nawet wypozyczyc jakąs łajbe za drobiazg 200 PLN za dobe. Zrobiliśmy jedynie fotki, miałem ochote na kapiel-woda nawet ciepła ale nie chciało mi sie wracac po gatki a potem było późno i nici z kapieli. Zdazyłem jedynie przed przyjazdem kolegów zrobic przepierke, zakupy i zaraz zrobiła sie 20.00 więc kilka chwil na opracowanie trasy do Lichenia( nazwałem to odprawą strategiczna ), na wóz i spac. Jeszcze tylko statystyki: w dn. 26.06 przejechalismy 88km-łacznie od wyjazdu ze Swinoujscia wyszło ze mamy "w nogach" 394 km.
ETAP V PIĄTEK 27.06.2008 POWIDZ - LICHEŃ



W fajnym miejscu to fajnie sie spało i na nogi zerwalismy sie dopiero o 7.00, codzienna toaleta, śniadanie i pakowanie zajęły nam czas do 9.24 i o tej godzinie opóścilismy gościnny Powidz i przez Ostrowo, Anastazjewo-kawałek drogą Nr 262 do Adamowa i znów lokalna drogą na Budzisław przez Kaliską, Nieborzyn, Złotków, Mikołajewo, Rożnowo do Ślesina.
W tym sympatycznym miasteczku z koniecznosci znów "podzielilismy siły" poniewaz Bogdanowi znów zaczęło cos sie dziac z tylnym kołem więc Stachu z Tomaszem pojechali do Lichenia szukac kwatery a my obaj szukac fachowca do naprawy. Znalazł sie w Ślesinie dosyc sympatyczny mechanik ale moze on i dobry do aut bo kilka złomów stało ale roweru jak potrzeba nie naprawił( trzeba było "zcentrowac koło" ) a tylko podociagał kilka szprych. Mielismy trochę pecha, bo Bogdan zdecydował nawet kupic nowe koło ale akurat nie mieli takiego rozmiaru no i po tej małej korekcie trzeba było ruszać dalej. Mała robótka a zeszło bite trzy godziny i gosciu nawet honorowo nie chciał pieniedzy bo zarządał wiecej a dostał mniej.

Do Lichenia i do Kolegów "dobilismy" ok godz. 16.00 po przejechaniu w sumie 47 km. a wiec nie ETAP a etapik. Taki krótki etap był zresztą zaplanowany, aby jak najdłuzej byc w tym świetym miejscu poniewaz jednym z celów wyprawy która nazwałem życiową był właśnie LICHEŃ gdyz juz w zeszłym roku planowałem taka eskapadę którą teraz śmiało mogę równiez nazwać MOJA PIELGRZYMKA do LICHENIA. Postawiłem sobie równiez intencję dla tej pielgrzymki której nie chciałbym tutaj wymieniać.

Koledzy bardzo ładnie spisali się z kwaterą bo "załatwili" po 18 PLN za łózko i to w domu praktycznie naprzeciwko Bazyliki. Wiecej szczegółów z samego Lichenia w kolejnej relacji