sobota, 29 marca 2008

T R A S A N U M E R 3


Kolejna relacja z cyklu "Moje wyprawy rowerowe"
Dziś Trasa Nr 3 która okazała sie troche niefortunna z prozaicznej przyczyny - warunki atmosferyczne. W dzisiejszym dniu t.j. 29.03.08 rano zapowiadał się piękny słoneczny dzień i aby go nie tracić postanowiłem pojechać na trochę dłuzszą trasę.Na tą eskapadę namówiłem widocznego na fotce Stacha Z. i mam troche wyrzuty sumienia z powodów wymienionych wczesniej, gdyz nie da się ukryc jazda nasza była z małymi przerwami w deszczu. Co to jednak mały deszczyk dla tak " rasowych" rowerzystów jak my. Szczerze mówiąc to liczyliśmy troche ze to będzie przelotny opad, a okazało się inaczej. Ale do rzeczy: wyjechalismy o 11.00 trasą Nr 2 do Bliżyna i dalej w kierunku Stąporkowa do m. Mroczków ( na fotce) tj. ok. 3 km. i tez polecam jazde poboczem ze względów bezpieczenstwa o którym pisałem w poprzedniej relacji. Jazda poboczem jest troche utrudniona bo nie ma kostki ale uwazam że bezpieczenstwo jest wazniejsze. Zaraz przypomina mi sie opisywany w mediach wypadek z rowerzystami w Kaliszu i dlatego polecam trasy moze troszke bardziej uciązliwe ale w miarę bezpieczne ze względu na mniej uczęszczane chociażby przez olbrzymie TIRY których przyznaję najbardziej się boję.
No dobra rozpisałem się o bezpieczenstwie a tu juz znaleźlismy sie we wspomnianym Mroczkowie i dalej na Rędocin, przez wioskę Borki dojechaliśmy do trasy Chlewiska - Stąporków. W m. Huta zjechaliśmy z dosyć dużej góry i to po drodze niezbyt przyjaznej dla rowerzystów ( duże wyboje, dziury w drodze ) wiec polecam bardzo ostrozną jazdę. Jako ciekawostkę powiem że wymieniona "górka" była moim pierwszym
" powaznym" podjazdem jak rozpoczynałem moje wyprawy rowerowe w 2005r. i moze nieładnie sie przyznać ale wprowadziłem rower na tą górkę. Piszę "górkę" ale wtedy wydawała mi sie bardzo duza chociaz teraz jak juz troche pojeździłem i chociazby pokonałem Oblegor ( jedna z relacji w 2007r ) to podjazd na Hucie jest rzeczywiscie górką. Dalej na trasie dojechalismy do Aleksandrowa i po pógodzinnej przerwie ( czekalismy na "ustanie" deszczu ) wyruszylismy w droge powrotną przez m. Budki II ( znów pod górkę) ładna droga przez las ( kurde gdyby nie deszczyk to naprawde bardzo ładny odcinek trasy ) do drogi wspominanej poprzednio Szydłowiec - Majdów i po ok. 3km znów "odbilismy" w lewo drogą pozarową do Skarbowej Góry ( w kierunku cmentarza partyzantów ).
Jazdy tą drogą pozarową nie polecam w porze deszczowej a najlepszy dowód na to jest konieczność prania całego ubrania po tej jeździe. Wspominałem w relacji z Trasy Nr 1 że ten odcinek jest bardzo malowniczy ale nie w deszcu i zaraz po nim.
Dalej to juz w szybkim tempie dojechaliśmy do trasy E-7 na Pogorzałem, ul. Rycerską do Kopernika, Szydłowiecką i o 15. 00 juz w domu.
W sumie przejechaliśmy 52 km. i jest to kolejny przykład ze i w takich warunkach jazda rowerem moze się odbywać i tez ma swoje dobre strony - przynajmniej mozna sie sprawdzić w deszczu gdyz i takich warunków trzeba spróbować.
Jest to tym bardziej korzystne gdyz zaplanowane mam na ten rok wyjazd na dwa Maratony i nie wiadomo w jakich warunkach przyjdzie jechać.
To by było na tyle. C.D.N.

wtorek, 11 marca 2008

T R A S A N U M E R 2







Dziś kolejna relacja i to druga w tym roku i z trasy którą też nazwałem
Nr 2 i tak spróbuję po kolei opisywać kolejne trasy które juz wczesniej "pokonywałem" a które utkwiły mi w pamieci jako niezwykle fajne
i malownicze więc do rzeczy.
Wyruszyłem tym razem samotnie z miejsca mojego zamieszkania tj spod wieżowca przy ulicy Żeromskiego( fotka wyżej tylko znów poniewaz bedzie ich kilka " zrobią się" chyba od końca) do al.Niepodległosci, dalej przez dwa przejazdy kolejowe do estakady nad E-7 i górą do ulicą Ponurego
i cały czas prosto aż do samego lasu gdzie jadąc w prawo można dojechać do mogił pomordowanych w 1941 mieszkańców Skarżyska ( na fotce drogowskaz ) a ja dalej w lewo do osiedla Brzask i przez Zagórze do Bliżyna. Odcinek do Bliżyna ( około 3 km.) prowadzi drogą wojewódzką do Końskich i proponuję tak jak ja zawsze jeżdżę po prostu jechac po kostce która jest wyłożona obok a to z prozaicznej przyczyny że w tamtym roku lądowałem w rowie jak mi TIR "przejechał po du..." Takie przypadki się zdażają i jest to jedyny "feler" moich wypraw ze trzeba mieć oczy na wszystkie strony. W zwiazku z tym wybieram takie trasy gdzie jest jak najmniejszy ruch pojazdów i zapewniam (jak się co niektórzy przekonają z moich opisów) że wokół Skarżyska jest naprawde dużo miejsc i tras gdzie można bezpiecznie pojeździć.
W Bliżynie skreciłem w drogę na Szydłowiec ( mało uczęszczana) i tutaj zaczyna sie trochę górek i dalej ( jadac tedy pierwszy raz zwątpiłem "na tych górkach" ale to tylko kwestia przyzwyczajenia) poprzez Ubyszów i Majdów do drogi " szutrowej" którą opisywałem w poprzedniej relacji dojechałem do Pogorzałego z dłuższym postojem w lesie na Skarbowej Górze gdzie są fajne ławeczki i można spokojnie coś zjeść jak komuś się chce oczywiscie.
Droga powrotna równiez przez Pogorzałe i ulicą Rycerską a nie jak wczoraj pisałem przez Podosiny bo niektórzy moga sie obrazić a to przeciez jest dzielnica Skarzyska i znów ul. Kopernika do Spółdzielczej i do domu.
Zapomniałem w poprzedniej relacji napisać że Trasa Nr 1 liczy 33 km. natomiast dzisiejsza "całe" 34km. więc to nie jest tak dużo i nawet poczatkujacy może spokojnie przejechać.
Zapewniam, że autentycznie wrazenia z takiej wyprawy są super, na poczatek niektóre częsci ciała troche bolą ale po pierwszym tysiacu przechodzi - no nie to jest żart.
Chciałem jeszcze dodac że jeszcze kilka lat temu jak ktoś mi powiedział że przejechał rowerem jakies tam "drobne" 50 km. to wydawało mi sie to za wielki wyczyn, ale prosze mi wierzyc ze nawet moje jakies tam 2500 km. w tamtym roku jest niczym w porównaniu do dystansów które pokonują rocznie np. koledzy z STC( Skarżyskie Towarzystwo Cyklistów ) i wcale nie są żadnymi zawodowcami a po prostu jeżdżą z czystej przyjemności co i ja czynię zachęcajac wszystkich znajomych i kolegów.
PS. Chciałem jeszcze "wrazliwych" przeprosić za jakość fotek ale robie z komórki a poniewaz zaczyna mi sie coraz bardziej to podobać wiec kolejny zakup oprócz roweru to będzie aparat fotograficzny
z prawdziewgo zdarzenia.
C.D.N.








poniedziałek, 10 marca 2008

NARESZCIE - SEZON 2008 OTWARTY







































T R A S A N U M E R J E D E N

Doczekałem się wreszcie tej chwili kiedy " dosiądę mojego rumaka" czyli wsiądę na rower i oddam sie mojej pasji. Niektórzy pomyślą pewnie ze co to takiego? głupi rower ale ile frajdy i przyjemnosci wsiąść na rower i ruszyc przed siebie.
Dzisiaj trasa z numerem 1 ponieważ był to mój pierwszy wyjazd i własnie tą trasą - stad nazwa z tym numerem.
Wyruszyłem ze Stachem Zielińskim wczoraj czyli dnia 10.03. ok godz. 15.00 do ul. Kopernika i dalej przez " Podosiny" do trasy
E-7 na Pogorzałem ( jest to teraz dzielnica Skarżyska ) ulicą Turystyczną ( na fotce ) o której istnieniu nie wszyscy pewnie wiedzą, pojechalismy do lasu ładną malowniczą drogą ( kawałek asfaltu a dalej szuter po którym da się jechać ) z krótkim postojem koło cmentarza partyzantów na Skarbowej Górze. Na fotce uwidoczniłem kierunek tras turystycznych ale tylko pieszych a szkoda ze nie da się rowerem. Następnie wspomnianą drogą szutrową "do końca" i w prawo w kierunku Szydłowca trasą Majdów - Szydłowiec poi 2000m. znów w prawo tym razem asfaltowa drogą leśną do zajazdu " Na Baraku" . Jest do doskonałe miejsce na odpoczynek i to niekoniecznie w przedstawionym na fotce zajeździe( bardzo drogo ) ale obok pod wiatą gdzie można nawet rozpalić ogien i zrobic np. grila. Zwykle własnie na Baraku robię przerwę na posiłek ale poniewaz zaplanowana trasa jest stosunkowo krótka ( szybko sie robi ciemno ) więc bez zwłoki pojechaliśmy dalej tzn znów
" przecielismy" E-7 i już typowo leśną drogą pożarową ( 3 km. ) w kierunku Kierza Niedźwiedziego gdzie znów pozwoliłem sobie na fotkę. Tym razem pod nazwą miejscowości " ustawił" się mój kolega - pozdrawiam Cię Stanisław. Jako ciekawostkę tego miejsca powiem że ok 50m. od miejsca na fotce jest mogiła powstanców z 1863 roku. Musze sie tu przyznać ze nie byłem na miejscu z braku czasu ale obiecuję to uczynić i cos wiecej napisać na ten temat.
Ostatni etap tej " wyprawy" to przez Świerczek ( trzeba skręcić jak drogowskaz Skarżysko Koscielne ) do Lipowego Pola i przez tą typowo kolejową miejscowośc ( mieszka tam dużo znajomych kolegów - kolejarzy których pozdrawiam ) spowrotem do ulicy Kopernika i już pod blok gdzie o godz. 17.30 zakończyliśmy ten inauguracyjny wyjazd - było super.
Pewnie niektórzy beda się dziwić ze tak szczegółowo opisuję trasę i tak będę czynił w następnych relacjach poniewaz sporo znajomych przez cały okres zimowy deklarowało się chęcią wspólnych wypraw, ale rozumiem, że na początku może ktoś chce spróbować samemu zobaczyć te miejsca a może skonfrontować z moimi opisami? Przedstawione fotki są " od końca- tak mi się "wkleiło"To by było na tyle,dalszy ciąg wkrótce.







środa, 31 października 2007

Nie na temat - koniec sezonu



Dziś własnie nie na temat w zwiazku z tym ze juz chyba definitywnie zamykam sezon p.t. Moje wyprawy rowerowe" Zacznę moze od małego podsumowania sezonu: liczba przejechanych kilometrów 2549 - jak dla mnie to sporo, udział w dwóch maratonach ogólnopolskich: Leszno i Kołobrzeg co opisałem w poprzednich postach z postanowieniem na przyszły rok na udział w co najmniej czterech gdyż jak wspominałem są to super imprezy ze znakomitą organizacją. Dodatkowo w tym zezonie uczestniczyłem w kilku rajdach typowo turystycznych co najbardziej odpowiadało charakterowi moich planów związanych z jazdą na rowerze w sposób całkowicie rekreacyjny. Na rok 2008 oprócz wspomnianych wyjazdów na Maratony planuję częściej jeździć w okolicach Skarzyska i wiecej dokumentować w postaci fotografi miejsca szczególnie ciekawe, a zapewniam że takich autentycznie nie brakuje. Znajomych i przyjaciół informuję, że bardzo chętnie zabiorę ze sobą na kazdy swój wyjazd chętnych do takiego spędzenia czasu jak ja to czynię czyli do wyjazdów rowerowych. Mam nadzieję, ze moze ktos z WAS powie iż dzięki mnie złapał " bakcyla rowerowego", jak ja to wiele razy powtarzam dzięki komu tak mi się spodobały opisywane przeze mnie wyprawy - pozdrawiam Cię Krzychu dzięki. Jeszcze odniosę sie może do komentarzy. Bardzo mi miło, że czytacie moje wrazenia, byłoby mi miło gdyby komentarze nie były anonimowe bo mógłbym osobiscie podziękowac nawet za krytykę a jednoczesnie mógłbym w jakiś sposób poprawic moje wypowiedzi. Dziękuje również za słowa otuchy co utwierdza mnie w przekonaniu, że to co robię jest fajne i mogę polecic taki rodzaj spędzenia wolnego czasu każdemu.

To by było na tyle - jako załacznik fotka z okna mojego mieszkania dla potwierdzenia, że Skarzysko Kam. - moje miasto jest naprawdę ładne tylkjo trzeba umieć na nie spojrzeć. Dla potwierdzenia moich słółw polecam portal http://www.skarzysko.org/ gdzie w galerii sa naprawde super zdjecia własnie ze Skarzyska.Pozdrowienia dla S.P. N-skiego, Krzycha oraz wszystkich znajomych i przyjaciół.

niedziela, 14 października 2007

Pokonałem Oblęgor - BIKE MARATON Strawczyn 13.10.2007


Dziś na temat wyprawy rowerowej BIKE - MARATON w m. Strawczyn na który wybrałem się wspólnie z kolegą, wymienianym często Krzychem Cz. i jego żonką - sympatyczną Danusią.
Najpierw jednak odniosę się do "anonimowego" komentarza z majowego maratonu w Lesznie. Odpowiadam więc że w zimie zabawy są przewidziane i zapraszam Cię ANONIMIE, a za diagram numerologiczny dziękuję chociaz nie przekonuja mnie cyferki i zabawa nimi. A propo zabaw zimowych to przewiduję wyprawy piesze które super organizuje PTTK Końskie i na jedną nawet się wybieram w dniu 10.11.2007 i być moze relację tez zamieszczę.
Dobrze, wracam teraz do relacji ze Strawczyna. Chyba nie doczytałem się w informacji organizatorów ze jest to normalny wyscig rowerowy ze wszystkimi szczegółami czyli ze startem ostrym, górskimi premiami i normalna jazdą na czas. Poczatkowo trochę się przeraziłem oglądając " rasowych" kolarzy w super strojach i pomyslałem ze gdzie mnie zwykłemu turyscie rowerowemu do nich się równac. Doszedłem jednak do wniosku ze nawet w najlepszym wyscigu jest pierwszy i ktoś musi być ostatni i za punkt honoru wziąłem sobie tylko fakt aby się nie zbłaźnic i ukończyć trasę. Wybrałem wg. mnie chyba łatwiejszą bo krótsza trase w kategorii MTB na 60km. Wystartowalismy ze wszystkimi prawidłami wyscigu o godz. 11.00 z godzinnym opóźnieniem ze względu na pogodę i rzeczywiscie było " chłodnawo" ale i miejscami wychodziło słoneczko i gdyby nie przejmujacy wiatr to byłoby lux. W "mojej" grupie startowało nas tylko ok. 15 osób ale co warte podkreslenia była jedna pani i to własnie wspomniana Danusia której jako gentelmen dzielnie "dotrzymywałem kroku" - rowerowego oczywiscie, chociaz musze sie przyznać ze nie cały czas mi sie to udawało. Pozosali koledzy oczywiscie wyrwali zaraz po starcie do przodu no bo to w końcu był wyscig ale jak wspomniałem moim celem było ukończyc go co mi sie w zupełnosci udało- Danusi oczywiscie tez. Sama trasa była przygotowana przez organizatorów bardzo fajnie a przede wszystkim w sposób urozmaicony i postanowiłem ze jeszcze raz spróbuję przejachac tą trase ale juz indywidualnie z grupką znajomych lecz juz chyba w przyszłym roku.
Spróbuję teraz wymienic miejscowosci przez które przejezdzaliśmy wiec ze Strawczyna przez Promnik, Pastwiska, Chełmce i dalej juz zgodnie z zasadami MTB po górskich bezdrozżach na góre Oblęgor. Wyjasnię teraz tytuł tego posta "Pokonałem Oblęgor" gdyz jechałem ta trasą w zeszłym roku drogą asfaltową i na wymienioną górę niestety, ale wprowadziłem rower, gdyz najzwyczajniej brakło mi sił, a teraz po bezdrozach i śmiem twierdzić, że od strony większego wzniesienia udało mi sie wjechać. Tym bardziej jestem wiec dumny z siebie i stad ten tytuł. Zjazd odbył sie tez bez wiekszych problemów chociaz w pewnym momencie pomyslałem ze lepiej jednak wjeżdżać - po prostu przy zjeździe trzeba bardziej uwazać. Dalej juz szosa przez Grzymałków, Straszów, Wólkę Kłócką, Dobrzeszów,Kuźniaki, Niedźwiedż na metę do Strawczyna. Jak wspomniałem zamykałem stawke tego wyscigu i to dosłownie bo za mna jechał juz tylko motocykl z napisem " Koniec wyscigu" i w tym miejscu ukłon w kierunku kolegi który jechał na tym motocyklu gdyz kilka razy "zgubiliśmy" trasę i po prostu pomógł nam ją odnaleźć. Pragne podkreslic ze nie było to wynikiem złego oznakowania przez Organizatorów, a po prostu myślę że głupich żartów miejscowych którym przeszkadzaja pasjonaci na rowerach. Pisałem juz na ten temat w relacji z Kołobrzegu i to się potwierdziło. Wspomniałem o Organizatorach i pragne podkreslic naprawde wspaniałą organizację samego wyscigu jak i jego zakonczenia. Był to wyscig o puchar wójta gminy Strawczyn, bez zadnego wpisowego i siłami samej gminy z dyplomami i statuetkami dla wszystkich uczestników oraz dodatkowo upominkami od sponsorów których moze nie bede wymieniał. Wazne ze w Strawczynie sa pasjonaci którym się chce " bawić" w takie imprezy - SERDECZNE DZIĘKI i do zobaczenia za rok.

PS. Na fotce już po przybyciu na metę z najlepszą uczestniczka wyścigu w kategorii kobiet

poniedziałek, 8 października 2007

II Leszczyński Maraton Rowerowy LESZNO 12.05.2007




Dzis kilka zdań na temat Maratonu rowerowego w Lesznie w którym byłem wspólnie z kolegą Krzyskiem Cz. dzięki któremu tam sie znalazłem i miałem przyjemność w nim uczestniczyć. Wcześniej wspomnę jeszcze o komentarzach które sa dla mnie naprawde budujące ( zwłaszcza po pierwszym poście - dzięki ) gdyż pozwalają uwierzyc że rower to autentycznie jest fajna sprawa wiec zachecam niezdecydowanych do pójscia w moje ślady. Jeszcze tylko pochwale sie że na dzień 1.10.2007 ( od chwili otwarcia strony ) mam przejechane w tym sezonie 2299 km. co może u niektórych cyklistów ze Skarżyska wywołać uśmiech pobłażania ze tak mało, u niektórych uśmiech niedowierzania a dla mnie najważniejsze że taki sposób spędzenia wolnego czasu bardzo polubiłem i będe dalej uprawiał ten rodzaj turystyki. Szkoda tylko że w moim środowisku jest tak mało znajomych którzy mieliby ochotę pójsc w moje ślady i wypada mieć nadzieje ze te moje relacje zachęcą innych, do czego serdecznie zapraszam.


Dobrze a teraz Leszno. wyjechalismy z Krzychem autem już w piątek 11.05 i w bardzo minorowych nastrojach dotarlismy na miejsce poniewaz cała droge lało "jak z cebra" i prognozy na nastepny dzien były takie same. Dobrze jednak ze prognozy sie nie sprawdziły i start odbył sie o godz. 10.05, już bez deszczu i nawet miejscami na trasie wychodziło słoneczko. Na trasie pokonywałem obco dla mnie brzmiace ale bardzo malownicze i sympatyczne miejscowości ( co jest niespotykane w naszych stronach pozdrawianie przejeżdzajacych rowerzystów szczególnie przez dzieci ale i dorosłych, natomiast u nas spotka sie niejednokrotnie tylko drwiace uśmieszki i znaczace pukanie w czoło - cóż co kraj to obyczj. Tak wiec po starcie który miał miejsce na lotnisku aeroklubu lotniczego przejażdzałem przez: Strzyżewice, Krzycko Wielkie, Śmigiel, Barchlin,Przemet Mochy, Kaszczor, brenno, Włoszczakowice świecichową i spowrotem na lotnisko w Lesznie. W sumie przejechałem 105 km. na co posiadam certyfikat i medal wiec namacalne dowody są zże nie było zadnego picu, a dla mnie jaka frajda. Było mi tym bardziej przyjemnie ze na trasie poznałem miejscowego cykliste, sympatycznego kolegę Krzyska M. ( kurde znów Krzysiek - fajne te Krzyśki i mam chyba do nich szczęście ) z którym przebyłem ostatnią trzecią część trasy i w tym miiejscu chce CIĘ KRZYCHU pozdrowic z jednoczesną deklaracją ze postaram sie przyjechac na drugi rok. Oficjalne zakonczenie Maratonu było wieczorem i podobnie jak w Kołobrzegu bardzo uroczyste, z udziałem i przy pełnej aprobacie miejscowych władz miejskich i powiatowych oraz licznych sponsorów. Pragne jeszcze dodac ze uczestników było około 400 osób i mozna tylko pomarzyc zeby w naszych stronach były organizowane takie maratony. Wypadałoby jeszcze podać jakie miejsce zająłem w klasyfikacji gdyż była taka robiona w kazdej grupie wiekowej i powiem ze " zasczytne" przedostatnie czego wcale sie nie wstydzę a dlaczego pozostanie moją mała tajemnicą. W sumie chodziło mi przecież o pokonanie dystansu a nie o wyniki. I to by było na tyle. Spróbuje jeszcze dodać załacznik w postaci reportazu emitowanego przez leszczyńską telewizję kablową gdzie z numerem startowym 366 to własnie ja - bedzie kiedys pamiatka dla wnuczków ha, ha.


niedziela, 7 października 2007

Konecki Maraton Rowerowy 1.09.2007


Dziś kilka zdań na temat" Konecki Maraton Rowerowy" na ktorym miałem przyjemność być w dniach 1 - 2 .09.2007. Podobnie jak M-BANK Maraton odbywał sie w pieknych okolicach wokół Sielpi t.j. ok. 10 km. od Końskich. Wyjazd rozpoczął sie od podrózy koleją do Końskich a dalej rowerem na start. Mozna było przyjechać dzień wcześniej w piątek gdyz organizatorzy zapewniali nocleg w domkach ale ze względów czasowych nie mogłem z tego skorzystać. Jak wspomniałem wyjazd pociągiem i odrazu odechciało się jazdy gdyż zaczął padać deszcz i do Sielpi dojechalismy w deszczu. Współczułem trochę koledze Pawełkowi który nie zdązył na pociąg i ze Skarżyska jechał rowerem ale jak się ma nowy sprzęt to mozna jechać. Pogoda okazała się jednak łaskawa gdyż zaraz po starcie ogodzinie 9.00 trochę sie rozpogodziło i chociaz czekalismy na słoneczko to go nie było jednak najważniejsze że nie padało. Wyruszyliśmy 8 mio osobową grupką znajomych ze Skarżyska w osobach: przesympatyczne małżenstwo Basia i Jurek "D" ze znajomą z Lublina( pozdrawiam Cię Agnieszko ) , Marek M. koledzy z pracy Paweł N " NSKI", Stachu Z. z którym byłem w Kołobrzegu oraz Danusia C. Całą fajna grupką jechalismy trasą najpierw do Oblegorka przez Miedzierzę, Grzymałków gdzie zatrzymaliśmy się zwiedzić dworek i muzeum H. Sienkiewicza. Wrazenia dosyc ciekawe i musze przyznać że zgodnie z powiedzeniem " cudze chwalicie" nie miałem przyjemnosci byc własnie w tym muzeum a to przeciez tak blisko Skarżyska naprawde warto - polecam. Po ok. 1,5 godzinie wyruszyliśmy w dalszą drogę do Piekoszowa gdzie za namową Pawła zatrzymalismy sie obejrzeć ruiny zamku w Podzamczu Piekoszowskim i znów wiele ciekawostek z tym zwiazanych których może nie bede opisywał gdyz znacznie lepiej zrobił to NSKI na
stronie :http://www.turystyka.skar.pl/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=319 Po kikunastominutowym postoju wyruszyliśmy w droge powrotną do Sielpi. Jak widać moje wyprawy rowerowe nie polegaja tylko na szalenczej jeździe ale równiez aby cos zobaczyć zwłaszcza w tak sympatycznym towarzystwie. W drodze powrotnej przejeżdzaliśmy przez Łosień, Dobrzeszów, Radoszyce i " już" ok. 17.00 w Sielpi. Pragnę w tym miejscu złożyć ukłon dla "mojej grupki" za fajne towarzystwo, a przede wszystkim za to że i tu muszę sie przyznac odstawałem wytrzymałościowo od reszty jednak wszyscy solidarnie czekali na marudera - DZIĘKI. Wieczorem ognisko, niekonczace sie rozmowy i wspomnienia, prysznic i grzecznie spać.

Na drugi dzień t.j. 2.09 uroczyste wreczenie medali, dyplomów, okolicznosciowe zdjęcia które zamieszczam i w droge powrotna do Skarzyska. Jazda oczywiscie rowerem więc w sumie i tak

" wyszedł" mi niezły dystans bo prawie 160 km. wiec jak na moja skromną osobę to juz sukces.

Do zobaczenia za rok.