niedziela, 3 maja 2009

" Ż Ą D Ł O S Z E R S Z E N I A " MARATON TRZEBNICA 24-25 KWIECIEŃ 2009r.

Trzebnica - dzień pierwszy wyjazd i trening 24.04.2009
Z tygodniowym opóźnieniem wreszcie zdobyłem sie na relacje z pierwszego w tym roku wyjazdu na maraton. W dniu 23.04.2009 wspólnie z kolegą Stachem w godzinach rannych załadowalismy nasze "stalowe rumaki" w pociag do Krakowa i stamtad przez Katowice, Opole dojechalismy do stacji Oborniki Sląskie gdzie po nastepnych 10 kilometrach juz na rowerach znaleźlimy sie u celu naszej wyprawy t.j. w Trzebnicy. Samo miasto zrobiło na nas bardzo pozytywne wrazenie- wszedzie czysciutko i schludnie, mieszkańcy sympatyczni i mili. Ponizej kilka fotek które robiłem podczas pierwszego spaceru po tej sympatycznej miejscowosci



Po zakwaterowaniu na ul. Kosciuszki we wczesniej zarezerwowanym pokoju, rozpakowaniu tobołów z sakiew rowerowych oraz obowiazkowej kawie udalismy sie na rekonesans po miescie. Dodatkowo trzeba było zrobic zakupy na kolacje i sniadanie na dzień nastepny co zajęło nam czas do wieczora.
Jeszcze kilka fotek w pokoju i samego miejsca czasowego zamieszkania, "na wóz" i spac bo rano zaplanowany trening dla zapoznania z trasą.



TRZEBNICA 24.04.2009
Spanie w innym miejscu niz własne lóżko nie pozwoliło mi na dokładny wypoczynek,z wieczora przemeczenie po podrózy wzięło góre ale juz od 4.00 nie spałem, po 7.00 juz na nogach po rańszym prysznicu juz przygotowywałem sniadanie z czego najbardziej zadowolony był Stachu bo to zawsze lepiej wstać na gotowe niż szykować.
Wykonałem jeszcze telefon do głównego organizatora maratonu Zenka Janiaka aby podpytać o kilka szczegółów z trasy, po kilku minutach mielismy przyjemnosć poznac Zenka osobiscie( pozdrawiam CIĘ panie Zenek ) i ok. 11.00 wystartowalimy na rekonesans trasy maratonu. Oczywiscie nie mielismy zamiaru zbytnio sie forsowac aby przejechac calą 125 km. trasę, ale tak ok 70km zamierzalismy "zrobić"
Z Trzebnicy trasa maratonu "prowadziła " w kierunku m. Domanowice i zaraz po wyjeździe z miasta spotkała mnie nieprzyjemna niespodzianka, a mianowicie na ostrym zakręcie aby uniknąć gwaltownego zderzenia z krawężnikiem ostro zahamowalem i kraksa gotowa. Porozbijałem się dosyc bolenie ale najwazniejsze ze w całosci, bez zlaman pozbierałem sie z tej wywotki i mimo dotkliwego bólu kontynuowałem jazdę. Co prawda z jedną ręką ale udało mi sie przejechac calą zaplanowana 75 km. trasę. Poniżej kilka fotek z tej trasy.



W czasie omawianego treningu przejechalismy ze Stachem ok. 40 kilometrową częć maratonu do m. Sułów która prowadziła przez nastepujace miejscowosci: Domanowice, Kaszyce, Przedkowice, Osiek, Powidzko, Ruda Żmigrodzka, Raciąż, Dąbki, Niezgoda
i Łąki. W m. Niezgoda i Sułów robilismy postój na uzupełnienie płynów i zrobienie kilku fotek.



Po półgodzinnym postoju we wspomnianym Sułowie juz bezposrednio do Trzebnicy jechalismy przez następujace miejscowosci: Gruszeczka, Ujeździec, Mały i Wielki, Koczurki, Komorowo, Szczytkowice.
W swoich relacjach w sposób szczególowy wymieniam nazwy miejscowosci przez które prowadzi trasa przez nas przebyta, poniewaz moze sie znaleźć ktos kto miałby przyjemnoć przejechac sie opisywaną trasą a i dla mnie jest to swego rodzaju przypomnienie i pamiatka z trasy.
Na kwaterze w Trzebnicy dotarlismy ok. godz. 17.00, znów spacer po miescie, zakupy i reszta dnia i wieczór odpoczynek przed jutrzejszym wyjazdem na własciwą trase maratonu.
Na godzinę 19.00 organizatorzy zaplanowali odprawe i wreczanie numerów startowych, krótkie rozmowy z kolegami z innych miejscowosci z którymi spotykalimy sie juz kilkakrotnie na innych maratonach, Zenek Janiak przedstawil organizatorów z innych miast ( nie wszystkich - nie dojechali) wreczając pamiatkowe albumy oraz wspominal o szczegolnie niebezpiecznych miejscach na trasie.
Muszę tutaj sie przyznac ze dopiero w nocy zacząłem odczuwac skutki dziennej kraksy, wszysko mnie bolało i w pewnym momencie pomyslalem czy dam radę przejechac calą trase maratonu. Oczywiscie w telefonicznej rozmowie z domem do niczego sie nie przyznalem i tylko sam po cichu obawialem sie czy bede w stanie podniesc sie na start.

Ż Ą D Ł O S Z E R S Z E N I A 25.04.2009 GODZINA 9.08.

Na miejsce startu udalismy sie ze Stachem juz o godz. 8.30. Samopoczucie niespecjalne, ale honorowo wyjechalem, bo w końcu nie po to jechalem prawie 450km aby teraz rezygnowac. Jeszcze kilka fotek ze startu






i troche nadrabiając miną o godz. 9.08 w grupie ze Stachem wyruszylismy na trasę III Trzebnickiego Maratonu Rowerowego ŻĄDŁO SZERSZENIA.
Jeszcze kilka zdan o osobach które przedstawiłem na fotkach. Jestem tam z kolegą Andrzejem G. który wygrywał szereg maratonów nie tylko w Trzebnicy, z glównym "szerszeniem" maratonu - Zenkiem Janiakiem który organizowal cala imprezę, z Heńkiem Fortońskim z którym mam kolejna fotke z maratonu- szczególowo opisywałem znajomosc z Heniem przy okazji maratonu w Swinoujsciu - pozdrawiam CIE bardzo serdecznie, na fotce grupowej znajduje sie równiez Janek Ambroziak ( ostatni z prawej) o ktorym pozwolilem sobie napisac przy relacji ze Swinoujscia.
Teraz kilka zdan o samej trasie. Zgodnie z przewidywaniami zdolalem stachowi "dotrzymac" tempa tylko przez ok. 5 km. i reszta trasy juz samotnie gdzie "walczylem" nie tylko z przejmujacym wiatrem ale przede wszystkim z dosyc dotkliwym bolem ręki i całym prawym bokiem ciala. Zawziąlem sie jednak i calą silą woli postanowilem pokonac dystans i mimo bólu udalo mi sie tego dokonac.
Jak juz wyzej wspominalem do m. Sulow jechalem przez wymienione miejscowosci i dalej przez: Miłosławice, Swietoszyn, Milicz,Czarnogoździce, Wierzchowice, Krosnice
(punkt zywieniowy - 20 minut odpoczynku),Pierstnice, Zlotów, Cielętniki- doping dzieci dobrze ze mialem slodycze- mialy troche radosci, dalej przez Milonowice, Wegrow, Krakowiany, Bolescin, Piętno, Czuchów, Sędzice, Cerekwice i juz Trzebnica.
Od miejscowosci Cieletniki zaczęly sie górki i gdyby nie kontuzja to udaloby mi sie troche "podgonic" czasu, jednak tym razem jechałem ostatkiem sil i najwazniejsze ze dojechalem.
Dystans 130 km pokonalem w czasie 6godz. 40 minut i byl to trzeci wynik.......od konca. Dla mnie osobiscie byl to jednak sukces ze wogole dojechalem a bylo az 30 osob zdyskwalifikowanych z roznych przyczyn. Z kronikarskiego obowiazku wspomne ze byl to najliczniejszy maraton bo na starcie bylo zakwalifikowanych 560 uczestnikow i jest to swoisty rekord uczestnikow maratonow wogole.
Po przyjezdzie na mete tradycyjna grochowka, grill, rozmowy, rozmowy, rozmowy do poźnego wieczora.
Niestety nie bylo to moim udzialem gdyz najzwyczajniej w swiecie "padlem" na lożko i tylko zdazylem wziąsć prysznic, zjesc delikatną kolacje i spac.

TRZEBNICA 25.04.2009 zakończenie maratonu godz. 9.00
Zakończenie maratonu odbylo sie w trzebnickim domu kultury, byly podane oficjalne wyniki, gratulacje, wreczanie pucharkow przez wladze miasta i powiatu - oczywiscie z calym ceremonialem t.j podium, fotoreporterzy itd.
Na zakonczenie bylo jeszcze losowanie symbolicznych upominkow wsrod wszystkich uczestnikow maratonu - ja tez otzymalem symboliczny gadżet, a Stachu nawet wylosowal fajna kamizelke rowerowa.
Jeszcze kilka fotek z zakonczenia imprezy.





Okolo 11.00 Zenek Janiak podziekowal wszystkim uczestnikom, wspolpracownikom, sponsorom i zaprosil na rok przyszly i na nastepne maratony w ktorych i ja mam zamiar brac udzial no i moze z troche lepszym wynikiem.
Z goscinnego miasta Trzebnica wyruszylismy na rowerach spowrotem do Obornik Slaskich i stamtad o 12.50 pociagiem do Katowic, przesiadka na pociag do Lublina i ok 21.00 w Skarzysku.
I to by bylo na tyle.

sobota, 28 marca 2009

T R A S A - N U M E R - DWA - SKARŻYSKO-BLIŻYN- SZYDŁOWIEC

S o b o t a 28.03.2009
Ponownie doczekalem się takiej pogody która pozwolila wyjechac na drugą w tym sezonie wyprawę rowerową która jest jednoczesnie swoistym treningiem przed kwietniowym wyjazdem na maraton do m. Trzebnica.
Wystartowalem z mojego miejsca zamieszkania przy ul.Żeromskiego o godz. 11.45 i podobnie jak w zeszlym roku "smignąlem" do al. Niepodleglosci do przejazdu kolejowego "na Końskie", obok torów do wiaduktu nad E-7, ul. Ponurego, do lasu w kierunku m.Zagórze i juz po 30 minutach znalazlem sie w Blizynie.


Jak wspominalem w poprzedniej relacji obecny sezon rowerowy rozpocząlem na nowym rowerze na ktory wreszcie sie zdobylem i stad tak szybko znalazlem sie wlasnie w Blizynie. Jeszcze jeden aspekt wydawaloby sie szybkiej mojej jazdy jest fakt, ze kola przy nowym rowerze maja rozmiar 28 i stad moja szybka jazda.

Na moim szybkim "Rumaku" przemknalem przez Blizyn i po pokonaniu sporej gorki na Ubyszow znalazlem sie w m.Majdow i tutaj ulga bo juz z gorki do najbardziej ulubionego przeze mnie odcinka tej trasy-drogi caly czas przez las do samego Szydlowca.


Przez Szydlowiec po raz kolejny przejechalem bez zatrzymania gdyz postoj zaplanowalem tym razem w innym miejscu. Jak zwykle w przypadku przejazdu przez ta miejscowosc ominolem glowna trase i wybralem jazde w kierunku Sadkowa, Kierza Niedzwiedziego do Swierczka. Wspomniany postoj odbyl sie pomiedzy Sadkiem i Kierzem na drodze lesnej.



Ze Swierczka poprzednim razem jechalem "na Koscielne" a obecnie skrecilem w prawo kierunku Lipowego Pola




i stamtad juz Skarzysko - ul. Kopernika do Szydlowieckej- kilka fotek i w prawo w kierunku przychodni kolejowej, a nastepnie w gorke "po betonach" do szpitalnej do Sezamkowej.








Jak widac na zalaczonych fotkach juz nie ma nigdzie sniegu, ulice sa w miare suche ale przestrzegam prze proba wjazdu ja jakies nieutwardzone lub lesne drogi bo to jednak jeszcze nie ta pora.

Ulica Sezamkowa juz prosto do domu z drugiej strony ul. Zeromskiego po przejechaniu ok. 43 km o godz. 15.30 znalazlem sie w domu. Jak z przedstawionego czasu widac nie osiagalem zawrotnych predkosci, tylko na poczatku troche sie rozpedzilem ale z uplywem kilometrow moj zapal troche oslabl.
To by bylo na tyle, nastepna relacja bedzie byc moze juz z maratonu.

niedziela, 15 marca 2009

NARESZCIE - SEZON-ROWEROWY-2009 - OTWARTY

NA POCZATEK - TRASA NR 1 ZMODYFIKOWANA
Jak się czeka to się i doczeka - wreszcie doczekałem sie dnia kiedy można można bylo na spokojnie wyruszyc na pierwszy w tym roku wyjazd. Podobnie jak na rozpoczecie poprzedniego sezonu rowerowego wybrałem trase którą nazwałem w poprzednim roku jako Numer 1 - szczególowy opis w dniu 10.03.2008r.
Na opisywany wyjazd wybrałem niedzielę 15 marca 2009 i tak jak w zesłym roku wyjechalem ul. Rejowską do Szydłowieckiej przez Podosiny do Rycerskiej dalej przez E-7 do ul. Turystycznej ( na zdjęciu)

i przez las do Góry Skarbowej, gdzie znajduje sie wspominany przeze mnie cmentarz partyzancki i gdzie zbiega sie skrzyżowanie czterech szlaków turystycznych.
Tutaj spotkała mnie niespodzianka bo w lesie okazało się ze nie da sie dalej jechac z uwagi na zasypaną droge i tym sposobem z wiosny pejzaż zrobił się całkowicie zimowy.

Dalej pozostał przymusowy spacer z rowerem gdyz po prostu nie dało sie jechać chociaz to tez ma swoje dobre strony co podkreslalem w poprzednich opisach. Nie przewidziałem jedynie ze jeszcze przyjdzie mi chodzic po takim sniegu.
Po kilkunastu minutach dotarlem do konca "zimy" i juz na drodze Majdów - Szydłowic spotkałem wreszcie wiosne co uwidoczniłem na kolejnej fotce która nazwałem "wiosenny Szydłowiec"

W opisywanej w zeszlym roku trasie Nr 1 nie jechałem przez Szydlowiec, ale dzisiaj juz po raz drugi nie ryzykowalem jazdy przez las aby znów nie trzeba bylo spacerowac z rowerem po sniegu którego autentycznie mam serdecznie dosć zreszta chyba jak wszyscy.
Z reguly w Szydlowcu robie zazwyczaj postoj w zaprzyjaźnionej cukierni na rynku ale dzisiaj sobie odpusciłem ponieważ, chcialem jeszcze kawalek pojechac a na popoludnie synoptycy zapowiadali deszcz. W związku z tym "przeciąłem" po raz drugi E-7

i tunelem pod tą trasa udałem sie ul. Kolejową do skrzyzowania z drogą na Sadek gdzie w pełnym słońcu dojechałem drogą na Kierz Niedzwiedzi do kolejnego skrzyzowania tym razem z drogą kolejowa a poniewaz jestem kolejarzem wiec sentyment do zawodu pozostał i pozwoliłem sobie na kolejną fotkę

W Kierzu skreciłem w prawo w kierunku m. Swierczek i stamtąd znów zmienilem troszke trase Nr 1 jadąc prosto( poprzednio jechalem przez Lipowe Pole) w kierunku m. Skarżysko Koscielne

i dopiero stamtąd przez Kamienną znów przez skrzyzowanie z koleją tym razem przez wiadukt, al. Niepodleglosci do ul. Spornej i pod blok gdzie mieszkam.
Dzisiejszy wyjazd zakonczyłem ok. godz. 14.00 i pragne zapewnic znajomych ze wcale nie jechałem prędko i nigdy predko nie jezdze takze jak tylko ktos ma przyjemnosc to zapraszam na opisywane przeze mnie trasy które podobnie jak w zeszlym roku postaramm sie w miare mozliwosci szczegolowo opisywac.
W dzisiejszym dniu jak na pierwszy wyjazd wyszlo cale 40 km i mysle ze nawet troche za duzo co nawet w tym momencie odczuwam poprzez ból tej szczegolnej częsci ciala. Takie cos zapewniam, ze jest do przezycia tylko trzeba troche pojeździc.
no i to by było na tyle-zapraszam do następnych relacji no i oczywiscie na trasy.

niedziela, 18 stycznia 2009

NIE - TYLKO - ROWEROWE - ZIMOWE - RAJDY -PIESZE - S T Y C Z E Ń - 2 0 0 9

REZERWAT R Y D N O ZIMĄ 11.01.2009

Pierwsza w tym roku relacja na blogu który nazwalem "Moje wyprawy rowerowe" nie do końca jest zgodna z tytulem poniewaz w tym miejscu spróbuje przedstawic relacje tez z wyprawy ale pieszej gdyż okres zimowy nie bardzo sprzyja turystycznym wyjazdom rowerowym.
Na tą nietypową wyprawe wyruszylem z kolegami Krzychem Cz. i Pawlem N. w niedzielę 11.01.2009. Wystartowalismy ok. 10.00 z zamiarem "odwiedzenia" rezerwatu Rydno który znajduje sie w okolicach Marcinkowa. Przypuszczam ze wiekszoć znajomych nie slyszala o takim rezerwacie wiec odsylam do portalu turystyka skarzysko pod adresem: http://www.turystyka.skar.pl/index.php
Aby dotrzec do wspomnianego rezerwatu dostalismy sie oczywiscie pieszo na osiedle Lyzwy i caly czas ulicą Langiewicza trzymajac sie czerwonego szlaku turystycznego dotarlismy do wspomnianego Marcinkowa. Trasa tego szlaku wiedzie wlasnie przez rezerwat Rydno którego pelna krasę zimową przedstawiaja zalaczone nizej fotki.
Pragne w tym miejscu podkreslic ze wspomniane fotki sa zrobione przez kolege Pawla któremu dziekuje za udostępnienie tak wspanialych zdjęc - zreszta ocencie sami.



Dalsza nasza marszruta z Marcinkowa przebiegala rowniez przez las w kierunku Grzybowej Góry ale juz nie szlakiem turystycznym wiec nie bardzo mogę szczególowo opisac trasy - po prostu troche na wyczucie duzą sciezka ale tez przez piękne okolice i nie ma zadnej przesady w moim stwierdzeniu o pięknie ziemi swietokrzyskiej a szczegolnie okolic Skarzyska. Kolejne fotki beda tego dowodem

Na fotce powyzej pozwolilem sobie zamiescic fotke z kolegami z ktorymi mialem przyjemnosc uczestniczyc w tej wyprawie.
Kolejne fotki to dalsza czesc trasy.





Na zdjeciu z Krzychem sprawdzamy kierunek marszu z Marcinkowa.
Dalsza trasa z Grzybowej Góry przebiegla przez las obok torów kolejowych "na Wąchock" juz w kierunku Skarzyska, obok elektrowozowni ulica Falata powrót do domu.
W tym dniu "zrobilismy" 20 km. w czasie ok. 4 godzin.
Na koniec mala refleksja: duzo przyjemniej jest odbyc taki swoisty spacer niz przesiedziec pól dnia przed telewizorem co polecam wszystkim znajomym.

II ZIMOWY RAJD PIESZY D A L E J Ó W 18.01.2009

Tak spodobalo mi sie zimowe spacerowanie ze kolejna relacja bedzie tez z pieszego "wypadu" tym razem w okolice Blizyna.
Tym razem wybralismy się z Krzychem Cz. autem do Blizyna i stamtad tym razem zielonym szlakiem turystycznym do rezerwatu Dalejów. Droga tym szlakiem jest wyjatkowo malownicza i ma swoje uroki nawet zima.
Przedstawione ponizej fotki sa byc moze gorszej jakosci niz robione przez Pawla ale tez mozna zwrocic uwage ze tereny te rwniez zima maja swoj urok.





Pragnę zwrocic uwage - gdyby ktos miał przyjemnosc przejsc sie tym szlakiem, zwracac trzeba szczegolna uwage na zielone oznaczenia na drzewach poniewaz latwo jest ominac oznaczenie a nie mozna przegapic tzw. bramy piekielnej ktora ma rowniez swoisty urok nie tylko latem ale i zima. Ludowe powiedzenie mówi ze trzeba raz w roku przejsc przez ta brame aby miec szczescie co niniejszym uczynilem.
Druga czsc trasy juz od samego rezerwatu Dalejow przebiegala znana trasą rowerowa ktora prowadzi z Suchedniwa przez rezerwat do m. Jastrzebie i do Blizyna.
Wymieniona trasa byla przezemnie opisywana w dniu 01.04.2008 pod tytułem "TRASA NR 4" ale to było wiosna a teraz sa fotki zimowe.
Ponizej jeszcze kilka fotek z opisywanej trasy.






Wymieniona wyprawę zakonczylismy ok godz. 16.00 po przejsciu ok. 15km.
Chciałbym w tym miejscu podziekowac Krzychowi za wyciagniecie mnie na ta fajna trase i mam nadzieje ze znajdzie sie kilka osob ktore beda chcialy w podobny sposob spedzac wolny czas i niekoniecznie musi to byc rower. Pozdrawiam wszystkich. C.D.N.

wtorek, 11 listopada 2008

R A J D - N I E P O D L E G Ł O Ś C I - 90 - km - n a - 90 -lecie

Skarżysko Kamienna - Bliżyn - Szydłowiec- Mirzec - Wachock - Suchedniów

W dniu dzisiejszym już chyba ostatnia relacja w tym sezonie z cyklu który nazwałem "Moje wyprawy rowerowe"
W zwiazku z tym, że w dniu dzisiejszym przypada "okrągła" 90 ta rocznica odzyskania przez Polskę niepodległosci i Świeto Narodowe postanowiłem równiez uczcic ten dzien w sposób szczególny a mianowicie odbyć swoisty P R Y W A T N Y Rajd Niepodległosci trasami które opisywałem wcześniej. We wspomnianych wyzej miejscowosciach jak również na trasie starałem sie zrobic fotki miejsc szczególnej pamieci a zwłaszcza w tym dniu swieta narodowego. Suma przejechanych w dniu wczorajszym kilometrów wynisła równe 90 a wiec tez odpowiednia do dzisiejszego dnia i uroczystosci z tym zwiazanych a wiec też godna odnotowania. Przy okazji Rajdu postanowiłem uwiecznic na fotkach miejsca pamieci narodowej w wymienionych miejscowościach jak równiez znajdujace sie na trasie mojej wyprawy.

Na te szczególna trasę wyruszyłem 10.11.2008 o godz. 10.00 ulicą Niepodległosci przez nową estakadę ( na zdjeciu) przy trasie E-7

do pierwszego miejsca pamieci "Na Bzinie" gdzie znajduje sie pomnik ku czci pomordowanych w dniu 29.06.1940r. mieszkańców Skarzyska Kamiennej.

Z Bliżyna udałem sie w dalszą drogę w kierunku Szydłowca przez Ubyszów, Majdów - kilka fotek po drodze przy pięknej słonecznej pogodzie



i ok 12.00 znalazłem sie na rynku w Szydłowcu gdzie uwieczniłem sie pod pomnikiem Naczelnika Kosciuszki który również walczyl aby takie swieto jak dzisiaj można było obchodzic w wolnym kraju.



W dalsza drogę z Szydlowca udałem się przez Sadek do Kierza Niedźwiedziego z kolejnym postojem kolo grobu powstańców z 1863 roku który znajduje się w lesie przed ta miejscowoscią.Na zdjeciu kierunek gdzie znajduje się wspomniana mogila.
src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi1oyC5apFQcAoOYlNVnX-7TKYi1_-A82xjhtS4Dleiw5X3GZDd99sLwkBkGJ67Raeo342xcIKCiJD699watO6yQO0YmN4zmPOgfFpVFUpexeieTVXQzq1Jf4BVriKhhGPWgIdvdHpkKJI/s320/Kierz+Nied%C5%BAwiedzi-+strza%C5%82ka+do+pomnika+powsta%C5%84c%C3%B3w+1863.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267660693733322482" />

Z Kierza Niedżwiedziego wyruszyłem dalej tym razem w kierunku Wąchocka przez Zbijów, stamtąd 3km przez las ( nawet niezła droga - już opisywana przeze mnie) do m. Trębowiec, a stamtąd przez Mirzec do Wąchocka.
Kolejna fotka to tablica pamiątkowa która sie znajduje na trasie do Wachocka a ufundowana przez społeczeństwo gminy Mirzec.
Pozwoliłem sobie zrobić fotkę na tle wspomnianej tablicy dla uwiarygodnienia mojej wyprawy.

Przed "rogatką wjazdową" do sławnego miasta Wąchock znów postój

i fotka przed tablica pamiątkową upamiętniajacą walki partyzanckie w okresie okupacji

W samym Wachocku na rynku znajduje się równiez pomnik partyzanta z oddziału Ponurego który walczył w niedalekich lasach "na Wykusie" i na którego czesć powstał ten okazały monument.


Następny etap mojej trasy to Suchedniów i z Wachocka postanowiłem jechac glówna droga i zaraz po wyruszeniu z tego sympatycznego miasteczka pozałem tej decyzji gdyz byl tak duzy ruch samochodowy. nie polecam nikomu takiej trasy i lepiej spokojnie pojechac przez Marcinkow niz stresowac sie drogą przez Parszów.
Szczesliwie przejechałem Suchedniów i juz bez postoju, przez Stokowiec, Rejów znalazłem sie na Zachodnim gdzie kolejna fotka tym razem monumentu ufundopwanemu przez społeczenstwo Skarzyska

W drodze do Skarzyska zrobiłem jeszcze ładna moim zdaniem fotke z Rejowa która przedstawia jesienny zachód słonca nad zalewem.

To by było na tyle relacji z tej szczególnej wyprawy, na moim liczniku rowerowym "stuknęla" cyferka 88 więc jeszcze jesienna przejazdzka ulicami Skarzyska, fotka z "wieczornej" Milicy ( blok mieszkalny po lewej to moje mieszkanie gdzie przebywałem 26 lat zycia- pozostal sentyment)

i na koniec ulicą Sienkiewicza koło nowej hali sportowej,ulicą Szpitalną do Sezamkowej, jeszcze kika zdan zamieniłem z kolegą Bogdanem i po przejechaniu równej 90 - siątki o godz. 16.30 zakonczyłem ostatni w tym sezonie i jakze nietypowy rajd.
Podsumowujac obecny sezon rowertowy wyszło ze przejechałem rowerem w tym roku 3697 km. co jest absolutnie moim rekordem chociaz jak niejednokrotnie wspominam nie jezdzę dla rekordów a po prostu z czystej przyjemnosci i zamiłowania do "dwóch kółek". Roweru niestety nie udało mi sie wymienic - moze w przyszlym roku.
I to by było na tyle, dziekuje za zyczliwe komentarze, krytyczne tez przyjme z pokorą - pozdrawiam wszystkich.