czwartek, 10 kwietnia 2008

T R A S A - N U M E R - 7 - FAJNA


Wyprawę na kolejną trasę rozpocząłem wyjazdem o godz. 15.05 dnia 09.04.2008 od Lipowego Pola, za nim w lewo ( na zdjeciu drogowskaz ) przez Kierz Niedźwiedzi ( postój w " zaprzyjaźnionym" sklepie na końcu Kierza "na picie" ), Zbijów Duży, gdzie dla odmiany skręciłem na skrzyżowaniu w lewo ( drogowskaz Wierzbica 10 ) i po ok. 4 km. na kolejnej krzyżówce w m. Mirów w prawo do końca jak droga prowadzi i po ok. 3 km do końca " asfaltu". Dalej droga jest typowo "leśna" ale krótko bo gdzieś ok. 1000 m. i znów znalazłem się na często wymienianej
w moich relacjach trasie Mirzec - Wierzbica. Na Mirzec trzeba wyjechać
z lasu w prawo i tutaj zwracam uwagę że droga do Mirca jest dosyć ruchliwa, więc trzeba zwracać szczególną uwagę podczas jazdy. Całe szczęscie że do Mirca nie jest daleko i właśnie takie trasy wybieram, aby było jak najmniej wiadomych stresów podczas jazdy.
W samym Mircu wybieramy drogę " na Wąchock" ( pierwszy zakręt w prawo "na Skarżysko Koscielne a drugi do Wąchocka ) i zaczyna się stromym podjazdem który wymaga trochę wysiłku, ale przeciez nigdzie nie powiedziane ze trzeba się bardzo siłować z tą górką - można po prostu podejść " na nogach" jak ja to uczyniłem . Muszę w tym miejscu powiedzieć jeszcze jedno, a mianowicie że ambicją każdego " rasowego cyklisty" jest podjazd pod każdą górkę i blamażem jest zejście z roweru , chociaz moim zdaniem każda wyprawa rowerowa powinna być przyjemnoscią, a nie jakimś katowaniem się i wychodzę z załozenia że nie można forsowac organizmu " na siłę" aby tylko pokonać jakąś "głupią" górkę.
Tyle refleksji, a ja dalej na drodze do Wąchocka przez 6 km. piękną okolicą przez las droga asfaltową i najwazniejsze mało uczęsczaną, chociaz nie powiem auta się zdazają i nie mozna całkowicie oddać się kontemplacji.
W samym Wąchocku zrobiłem sobie znów małą przerwę i znów
w zaprzyjaźnionym sklepie ( zaraz po wjeździe do miasta pierwszy sklep
z prawej ) o czym chciałem napisać dwa zdania. Otóż na wszystkich "moich" trasach stosuję zasadę, żeby gdzieś od czasu do czasu się zatrzymać, aby chociażby coś się napić lub zjeść w przyzwoitych warunkach tzn. aby chociaz była jakaś np. ławeczka lub stolik i nie bez znaczenia jest tez obsługa sklepu. Sformuowanie "zaprzyjaźniony sklep" znaczy że warto właśnie tam się zatrzymać i to gwarantuję w swoich relacjach.
Z Wąchocka do Marcinkowa znów jechałem " bokami" ale nie polecam
i dlatego najlepiej jechać przez miasto ,a następnie w prawo "na Marcinków" ( drogowskaz jest ) skąd juz przez Michałów , Majków do Skarżyska gdzie wyjechałem na Kamiennej, wiaduktem kolejowym do
al. Niepodległosci i " już' o 18.15 w domu po przejechaniu 52 km. Generalnie trasa fajna i dosyc ciekawa. Polecam również samą wyprawę do Wachocka połączoną ze zwiedzaniem tego asrcyciekawego miasteczka, szczegóły zostały bardzo ciekawie opisane przez mojego sympatycznego kolegę Pawła z którym byłem na Trasie Nr 5, a uczynił to w portalu turystycznym skarzysko org. http://www.turystyka.skar.pl/index.php
I to by było na tyle. C.D.N

wtorek, 8 kwietnia 2008

T R A S A - N U M E R - 6 ŁATWA




Dzis relacja z trasy Nr 6 którą rozpocząłem ok. godz. 14.00 dn. 07.04.2008 z postanowieniem delikatnej jazdy gdyż po sobotniej eskapadzie do Iłzy nie mogłem sie bardzo forsować- w końcu ma się swoje lata. Kurde, gdyby tak rozpocząć takie eskapady chociaz z 15 lat wcześniej to teraz napewno nie musiałbym się oszczedzać. Jest co prawda powiedzenie że "lepiej późno niz wcale" ale od samych powiedzeń lat nie ubędzie i trzeba umiec czerpać zadowolenie z tego co sie ma i mnie to chyba sie udaje i to najwazniejsze. Rozpisałem sie trochę a miałem pisać
o wyprawie.
Tym razem wyruszyłem w kierunku Lipowego Pola ( trasa Nr 5 ) i dalej przez Skarzysko Koscielne, ( na Świerczku w prawo ) przez Łyżwy ulicą
1 Maja do ul. Pięknej w lewo i przez Majków , Parszów, Mostki do Suchedniowa.
Czesto w moich relacjach pojawia się Suchedniów który jest dla mnie takim " przerywnikiem" w zwiazku z tym, że mieszka tam moja kochana teściowa, mam okazję odwiedzić, coś zjeść i po prostu odpocząć a dodatkowo, czuję sentyment do tego miasteczka, gdzie nawet przez kilka lat pracowałem.
Tak było w przypadku tej wyprawy, po krótkim odpoczynku pojechałem dalej przez Stokowiec, Rejów ( na zdjęciu ) i do domu ( z Rejowa-patrz trasa Nr 4 ) Wyprawę zakończyłem o godz. 19.00 po przejechaniu 36km. Generalnie "traska" jak wspomniałem w tytule, łatwa jedynie mam uwagę do początkujacych cyklistów aby zacząć wyjazd " od końca" czyli najpierw przez Rejów do Suchedniowa ponieważ jest wiecej " zjazdów" niż podjazdów, a przeciez zawsze przyjemniej jest zjeżdzac z górki niż ją" pokonywać".
To by było narazie na tyle. CDN

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

T R A S A N U M E R 5 NOWA















Dziś relacja z kolejnej "wyprawy" którą nazwałem Nr 5 a mianowicie opis trasy do malowniczej miejscowosci Iłza na którą wybrałem sie tym razem z kolegą Pawłem N. ( na zdjęciu ) w sobotę dnia 5.04.2008r. Było jeszcze co prawda dwóch chętnych, ale jak to niestety w takich przypadkach bywa, zostalismy we dwóch i mimo rańszych obaw pogodowych wyprawa udała sie znakomicie.

Wystartowaliśmy juz o godz. 9.00 ul. Kopernikai dalej w prawo przez Lipowe Pole, Świerczek, Kierz Niedźwiedzi, Zbijów, przez las do m. Trębowiec ( niezbyt ciekawa lesna droga ale da się przejechać ) i dalej po " przecieciu" drogi Mirzec - Wierzbica znów leśną drogą z planem wyjazdu w okolicach Iłży. Niestety plany troche zawiodłyż bez mapki tych terenów po prostu zginelismy w lesie i chociaz droga lesna była nawet "przednia" jak na jazdę rowerem, nadrobiliśmy ok. 10 km. po róznych wioskach których nie będę opisywał a wszystko trochę przeze mnie bo "udałem" się omijac główne drogi z przyczyn które opisuje w kazdej relacji czyli obawy przed ruchem samochodowym.

W rzeczywistosci bylismy zmuszeni dojechac do głównej drogi Ostrowiec - Radom i przez m. Pastwiska znaleźliśmy

sie u celu naszej wyprawy czyli w Iłży.

Przedstawione powyżej fotki pokazują to malownicze miasteczko z wysokości zamku na wzgórzu i druga, sam widok na zamek którego króciutką historię pozwoliłem sobie " zciagnąć" ze skarżyskiego wortalu turystycznego ( polecam - bardzo ciekawe relacje ) , którą napisał sam kolega Paweł więc myśle ze "plagiatu" nie poczyniłem. Fotki zresztą tez robione przez Pawła gdyz mój aparat z telefonu nie byłby w stanie zrobic takich zdjęć więc w tym miejscu chciałem CI Pawle serdecznie podziękować.

Prawa miejskie Iłża uzyskała w 1239 roku. Najbardziej chyba znanym zabytkiem miasta są ruiny Zamku. Najnowsze badania archeologiczne zdają się potwierdzać przypuszczenia, że pierwsza siedziba Biskupów Krakowskich w Iłży powstała w XIII wieku na terenie starego miasta położonego w odległości ok. 2 km na północ od dzisiejszego. Miasto to lokowane było na prawie niemieckim przed 1260r. W miejscu tym istniał, niewielkich rozmiarów (ok. 44 x 40 m) owalny gród obronny stojący na straży miasta. Ta pierwotna siedziba uległa zniszczeniu prawdopodobnie w wyniku najazdów tatarskich w 1240 lub 1241r i 1260. Informacje te nie są jednoznacznie potwierdzone.Według Jana Długosza wybudowanie murowanego Zamku zawdzięczamy biskupowi Janowi Grotowi. Prawdopodobnie miało to miejsce w latach 1326-47. Prace archeologiczne nie potwierdziły wcześniejszego istnienia w tym miejscu zamku drewnianego. Bez wątpliwości stwierdzono jednak, że zamek postawiono bezpośrednio na pierwotnym podłożu.Około 30 lat po założeniu zamek został rozbudowany przez następnego biskupa Floriana z Mokrska. Jemu też przypisuje się obwarowanie miasta i Zamku kamiennym murem. Zamek wzniesiono na szczycie stromego, naturalnego wzgórza wyraźnie dominującego nad miastem. Archeologowie udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że najstarszą zachowaną budowlą Zamku jest kamienna, cylindryczna wieża połączona z obwodem warowny. Pełniła ona funkcję ostatniego punktu obrony. Wejście do wieży prowadziło wewnętrznymi schodami znajdującymi się od strony północnej następnie po zewnętrznym ganku wchodziło się do niej od strony zachodniej, kilka metrów powyżej poziomu dziedzińca.Dostępu do Zamku prawdopodobnie bronił też drewniany most zwodzony. Kolejne rozbudowy, dokonane między innymi przez biskupów Jana Konarskiego, Filipa Padniewskiego i Marcina Szyszkowskiego, zmieniały po trosze oblicze Zamku, który pomimo zniszczeń w dokonanych w czasie Potopu Szwedzkiego dotrwał do II połowy XVIII wieku. Ostatnimi pracami remontowymi przeprowadzonymi na zamku w 1782 roku były wymiana dachu na gotowy, oraz remont kapliczki na zboczu wzgórza zamkowego. Wykonane wówczas prace inwentaryzacyjne dóbr biskupich pokazują zamek jako zrujnowany, bez szyb, ze zniszczonymi posadzkami, bramami i porozbijanymi (zapewne w poszukiwaniu skarbów) piecami. Według ówczesnych specjalistów Zamek nie nadawał się już do pełnienia swojej funkcji.Od tamtej chwili z zamkiem było już tylko gorzej. Cytując informację zawarte na www.ilza.pl„W 1789 roku na mocy postanowienia Sejmu Czteroletniego dobra biskupów krakowskich skonfiskowano na rzecz Skarbu Państwa. Zamkowe oficyny stopniowo wydzierżawiano, użytkowując tylko niewielką jego część. W 1791 roku spłonęła brama wjazdowa i siedziba starosty. Po rozbiorach zamek stał się własnością państwa austriackiego i urządzono w jego ruinach lazaret. Po wyjściu wojsk austriackich na zamku urządzano zabawy. W trakcie jednej z nich wybuchł ogromny pożar, który dopełnił dzieła zniszczenia. Pożar strawił wszelkie pozostałości ruchomego wyposażenia. Część elementów budowli rozebrano wówczas gdyż groziły zawaleniem.Ostatni lokator opuścił zamek w 1812 roku. Od tego czasu zamek stał się terenem pozyskiwania budulca do miasta. O skali tego procederu świadczy umowa między Rządem a Lewienem Sunderlandem - właścicielem iłżeckiej fabryki fajansu zezwalająca mu na czerpanie budulca z ruin. Nie przeszkodził temu nawet nowy właściciel książę Tadeusz Lubomirski, który zakupił zamek a następnie przekazał go na rzecz Towarzystwa Opieki Nad Zabytkami Przeszłości, które miało rozpocząć jego odbudowę. Zanim się ona rozpoczęła zamek ponownie ucierpiał podczas działań wojennych w trakcie I Wojny Światowej a następnie w trakcie Kampanii Wrześniowej w 1939 roku (8-9 wrzesień Bitwa o Iłżę). Zniszczeniu uległa wówczas przede wszystkim wieża służąca za doskonały punkt obserwacyjny.”

Tyle częsci opisowej i jak widac warto zadac sobie trud i dostac sie na wzgórze skad rozpościera sie piękny widok na całe miasteczko chociaz przyznaję ze w tym dniu z powodu ograniczen czasowych tego nie uczynilismy,

a fotki były robione podczas innej wyprawy na której zresztą tez byłem.

W dniu naszego pobytu bylismy tylko na rynku gdzie zdązylismy tylko wypić kawe w sympatycznym barze i powrót w kierunku domu z mocnym postanowieniem, nawet kosztem "nadrobienia" kilometrów pokonac droge powrotną bocznymi drogami, aby nie stresowac się dużym ruchem samochodów jadacych co trochę " po du...."

Pragne podkreslić ze skorzystalismy z podpowiedzi sympatycznej włascicielki baru którą pozdrawiam i tylko dzięki tej Pani trasa z Iłzy okazała się sporo krótsza i naprawde godna polecenia. Postaram sie wiec w sposób szczegółowy opisac drogę powrotną aby móc jeszcze kiedyś przejechac się tą trasą.

Wyjazd z Iłży rozpoczęlismy trasą "na Radom" aby po krótkim podjeździe "odbić" w kierunku m. Pakosław ( wyraźny drogowskaz z nazwa miejscowosci "w lewo skos") i cały czas jak droga prowadzi przez Marcule do m. Osiny. Zwracam uwagę, że odcinek drogi od Pakosławia do Marcul jest utwardzoną droga szutrową, ale nawet przyzwoicie utrzymaną więc da sie jechać rowerem zapewniam.

Na końcu drogi w Osinach nalezży skrecić w lewo i po około 3 km. zdążamy do skrzyżowania ze wspominaną drogą Mirzec - Wierzbica, która znów "przecieliśmy" i jadac na Zbijów ( wyraźny drogowskaz), po ok. kolejnych 3 km. byliśmy spowrotem w tej miejscowosci.

Według wskazań licznika odległośc do Iłży opisaną trasą wynosi tylko ok. 23km. więc nawet dla poczatkujacego cyklisty jest przyzwoita i naprawdę godna polecenia.

Drogę powrotną ze Zbijowa odbylismy troche inną trasą, a mianowicie dla odmiany przez Jagodne i Koscielne

( w Zbijowie prosto zamiast w prawo - drogowskaz jest ) a tam w prawo znów w kierunku Lipowego Pola a przed nim drogą technologiczną PKP ( nie polecam) do Fałata i do ul. Spółdzielczej na której poczatku zakonczyliśmy wyprawę pokonujac w sumie ok. 89km.

Wyprawa jak wspomniałem dosyc ciekawa i godna polecenia ze wskazaniem dłuższego pobytu w Iłży a osobiscie dla mnie była doskonałym treningiem przed przed wykonaniem podobnej trasy na Maratonie na który wybieram

się aż na Pomorze do Gryfic.

Na zakończenie pragnę podziękować koledze Pawłowi za fajne towarzystwo z nadzieją że jeszcze nie raz wspólnie wybierzemy się na podobną wyprawę.

I to by było na tyle. CDN.

wtorek, 1 kwietnia 2008

TRASA NUMER 4






Dziś relacja z kolejnej " wyprawy" - TRASA Nr 4 na którą wyruszyłem w ostatnim dniu marca t.j. 31.03 o godz. 11.00 spod bloku na Trasą Nr 2 do Bliżyna i dalej koło poczty i pomnika ( na zdjeciach ) w lewo koło Polifarbu w kierunku m. Jastrzebia, piekną trasą przez las przez teren Nadleśnictwa Suchedniów. Wrazenia estetyczne psuje widok wycietych bali drzew które leżą na poboczu w oczekiwaniu na wywózkę. że jest to wrecz rabunkowa wycinka i jak tak dalej pójdzie to nawet przez las ciężko bedzie przejechać. Wartym uwagi jest przejazd przez Rezerwat Dalejów ( fotka przedstawia szczegółowy opis-powiększ zdjecie ) gdzie znajduje się unikatowa roślinność nieobecna na innych terenach. Przez las do Suchedniowa prowadzi szlak rowerowy niebieski i niemożliwe jest zabładzenie. Z lasu wyjeżdża się na ul. Zagórską którą dojechałem do trasy E-7 i po jej " przecieciu" ( "na dół" do ulicy Bodzentyńskiej ) do trasy właśnie na Bodzentyn dosyc ruchliwą drogą ( jeździ dosyc dużo TIRÓW więc trzeba uważać ) przez Berezów i Michniów do Góry Św. Barbary gdzie "zrobiłem" 30 to minutowy odpoczynek z przerwą na posiłek. Po drodze zatrzymałem się jeszcze na kilka minut w m. Michniów gdzie znajduje się Mauzoleum Martylorogii Wsi Polskiej ze sławną już chyba na całą Polskę Pietą Michniowską - patrz fotka
Postoju na szczycie wymienionej Św. Barbary nie polecam z uwagi na to że jest tam jedna zdewastowana ławka i coś "ala stół" ale tez rozpadajacy, wokół bałagan, śmieci, butelki po wódce co świadczy ze jest to miejsce spotkań miejscowego "elementu" Szkoda bo jeszcze kilka lat temu w tym miejscu było naprawdew bardzo ładnie, piękny widok na całe góry świętokrzyskie. Dodatkowym pozytywnym atutem tego miejsca jest juz chyba zabytkowa kapliczka z dedykacją od mieszkańców i gdyby nie wspomniane przygnębiajace otoczenie tego miejsca byłoby w tym miejscu bardzo sympatycznie a tak pozostaje tylko jedno słowo WSTYD.
Po szybkim zjeździe z Barbary we Wzdole Rzadowym na pierwszym skrzyzowaniu skreciłem w lewo i droga
z pierszeństwem przejazdu równiez w lewo zacząłem zmierzac w kierunku m. Siekierno. Musze w tym miejscu zaznaczyć ze ok. 8-mio kilometrowy odcinek do wymienionej miejscowosci jest jak przystało na Góry Świetokrzyskie dosyc górzysty wiec trzeba sie liczyć z dość dużym wysiłkiem fizycznym, ale za to zjazdy i te widoki z góry rekompensują trudy podjazdów.
W Siekiernie za przystankiem PKS skreciłem w lewo "Na WYKUS" ( jest dość wyraźny drogowskaz ) i po ok. 1,5 km. znów pod górkę zaczyna się najgorszy odcinek tej trasy t.j. zaraz po wjechaniu do lasu znajduje się droga którą ciężko byłoby przejść " na piechotę" gdyż sa takie wyboje i wykroty a co dopiero rowerem. Całe szczęscie ze jest to krótki odcinek ( ok 1,5 km. ) wiec w ostateczności mozna przeprowadzić rower gdyż niestety innej drogi do Suchedniowa po prostu nie ma.
Na pierwszym "leśnym" skrzyżowaniu należy skręcic znów w lewo i juz jadąc cały czas lesnym duktem ( ok. 8km ) po znacznie lepszej drodze ( w porównaniu do poprzednich " kocich łbów" ) dojechałem do Suchedniowa. Wymieniony odcinek jest dosyć przyjemny gdyż prowadzi cały czas przez las i jedzie sie co prawda nie po asfalcie fajnie chociaz tez są " górki i dołki" , ale małe i do pokonania bez wiekszego wysiłku.
W Suchedniowie po wyjeździe z lasu droga zap[rowadziła mnie do asfaltowej drogi prowadzacej z kierunku Parszowa do dworca PKP gdzie przed przejazdem skręciłem znów w lewo na Stokowiec i przez Rejów do Skarżyska. Odcinek od Stokowca też jest nieciekawy ale lepiej jechać taka droga niz główna trasa E-7 gdzie jest naprawdę niebezpiecznie dla rowerzysty. W Skarżysku tez przejechałem "bokami" aby ominąc ruch pojazdów po miescie wybrałem boczne scieżki od Zachodniego ulicą CIchą ( za mostem tym razem w prawo ) do torów kolejowych " Na Końskie" i koło LIDLA ul. Niepodległosci, koło koscioła do domu na ul. Żeromskiego.
W dniu dzisiejszym przejechałem 64km. w czasie 6 godz. wiec nie bardzo moge się pochwalić odnosnie szybkości pokonania wymienionego dystansu ale w koncu nie o to chodzi aby jechac na wyscigi tylko aby w sposób bezpieczny objechac korzystając jednoczesnie z uroków jazdy rowerowej i satysfakcji z samego pokonania okreslonego dystansu.
Pragne jeszcze podkreślic że dotychczasowe wyprawy są pewnego rodzaju treningiem przed planowanymi na miesiąc kwiecień i maj wyprawami do Gryfic i Leszna. Relacje z tych wypraw tez postaram się zamieścic i jezeli chociaż jedna osoba skorzysta z moich "podpowiedzi " odnośnie tras to już będę zadowolony.
I to by było na tyle C.D.N.

sobota, 29 marca 2008

T R A S A N U M E R 3


Kolejna relacja z cyklu "Moje wyprawy rowerowe"
Dziś Trasa Nr 3 która okazała sie troche niefortunna z prozaicznej przyczyny - warunki atmosferyczne. W dzisiejszym dniu t.j. 29.03.08 rano zapowiadał się piękny słoneczny dzień i aby go nie tracić postanowiłem pojechać na trochę dłuzszą trasę.Na tą eskapadę namówiłem widocznego na fotce Stacha Z. i mam troche wyrzuty sumienia z powodów wymienionych wczesniej, gdyz nie da się ukryc jazda nasza była z małymi przerwami w deszczu. Co to jednak mały deszczyk dla tak " rasowych" rowerzystów jak my. Szczerze mówiąc to liczyliśmy troche ze to będzie przelotny opad, a okazało się inaczej. Ale do rzeczy: wyjechalismy o 11.00 trasą Nr 2 do Bliżyna i dalej w kierunku Stąporkowa do m. Mroczków ( na fotce) tj. ok. 3 km. i tez polecam jazde poboczem ze względów bezpieczenstwa o którym pisałem w poprzedniej relacji. Jazda poboczem jest troche utrudniona bo nie ma kostki ale uwazam że bezpieczenstwo jest wazniejsze. Zaraz przypomina mi sie opisywany w mediach wypadek z rowerzystami w Kaliszu i dlatego polecam trasy moze troszke bardziej uciązliwe ale w miarę bezpieczne ze względu na mniej uczęszczane chociażby przez olbrzymie TIRY których przyznaję najbardziej się boję.
No dobra rozpisałem się o bezpieczenstwie a tu juz znaleźlismy sie we wspomnianym Mroczkowie i dalej na Rędocin, przez wioskę Borki dojechaliśmy do trasy Chlewiska - Stąporków. W m. Huta zjechaliśmy z dosyć dużej góry i to po drodze niezbyt przyjaznej dla rowerzystów ( duże wyboje, dziury w drodze ) wiec polecam bardzo ostrozną jazdę. Jako ciekawostkę powiem że wymieniona "górka" była moim pierwszym
" powaznym" podjazdem jak rozpoczynałem moje wyprawy rowerowe w 2005r. i moze nieładnie sie przyznać ale wprowadziłem rower na tą górkę. Piszę "górkę" ale wtedy wydawała mi sie bardzo duza chociaz teraz jak juz troche pojeździłem i chociazby pokonałem Oblegor ( jedna z relacji w 2007r ) to podjazd na Hucie jest rzeczywiscie górką. Dalej na trasie dojechalismy do Aleksandrowa i po pógodzinnej przerwie ( czekalismy na "ustanie" deszczu ) wyruszylismy w droge powrotną przez m. Budki II ( znów pod górkę) ładna droga przez las ( kurde gdyby nie deszczyk to naprawde bardzo ładny odcinek trasy ) do drogi wspominanej poprzednio Szydłowiec - Majdów i po ok. 3km znów "odbilismy" w lewo drogą pozarową do Skarbowej Góry ( w kierunku cmentarza partyzantów ).
Jazdy tą drogą pozarową nie polecam w porze deszczowej a najlepszy dowód na to jest konieczność prania całego ubrania po tej jeździe. Wspominałem w relacji z Trasy Nr 1 że ten odcinek jest bardzo malowniczy ale nie w deszcu i zaraz po nim.
Dalej to juz w szybkim tempie dojechaliśmy do trasy E-7 na Pogorzałem, ul. Rycerską do Kopernika, Szydłowiecką i o 15. 00 juz w domu.
W sumie przejechaliśmy 52 km. i jest to kolejny przykład ze i w takich warunkach jazda rowerem moze się odbywać i tez ma swoje dobre strony - przynajmniej mozna sie sprawdzić w deszczu gdyz i takich warunków trzeba spróbować.
Jest to tym bardziej korzystne gdyz zaplanowane mam na ten rok wyjazd na dwa Maratony i nie wiadomo w jakich warunkach przyjdzie jechać.
To by było na tyle. C.D.N.

wtorek, 11 marca 2008

T R A S A N U M E R 2







Dziś kolejna relacja i to druga w tym roku i z trasy którą też nazwałem
Nr 2 i tak spróbuję po kolei opisywać kolejne trasy które juz wczesniej "pokonywałem" a które utkwiły mi w pamieci jako niezwykle fajne
i malownicze więc do rzeczy.
Wyruszyłem tym razem samotnie z miejsca mojego zamieszkania tj spod wieżowca przy ulicy Żeromskiego( fotka wyżej tylko znów poniewaz bedzie ich kilka " zrobią się" chyba od końca) do al.Niepodległosci, dalej przez dwa przejazdy kolejowe do estakady nad E-7 i górą do ulicą Ponurego
i cały czas prosto aż do samego lasu gdzie jadąc w prawo można dojechać do mogił pomordowanych w 1941 mieszkańców Skarżyska ( na fotce drogowskaz ) a ja dalej w lewo do osiedla Brzask i przez Zagórze do Bliżyna. Odcinek do Bliżyna ( około 3 km.) prowadzi drogą wojewódzką do Końskich i proponuję tak jak ja zawsze jeżdżę po prostu jechac po kostce która jest wyłożona obok a to z prozaicznej przyczyny że w tamtym roku lądowałem w rowie jak mi TIR "przejechał po du..." Takie przypadki się zdażają i jest to jedyny "feler" moich wypraw ze trzeba mieć oczy na wszystkie strony. W zwiazku z tym wybieram takie trasy gdzie jest jak najmniejszy ruch pojazdów i zapewniam (jak się co niektórzy przekonają z moich opisów) że wokół Skarżyska jest naprawde dużo miejsc i tras gdzie można bezpiecznie pojeździć.
W Bliżynie skreciłem w drogę na Szydłowiec ( mało uczęszczana) i tutaj zaczyna sie trochę górek i dalej ( jadac tedy pierwszy raz zwątpiłem "na tych górkach" ale to tylko kwestia przyzwyczajenia) poprzez Ubyszów i Majdów do drogi " szutrowej" którą opisywałem w poprzedniej relacji dojechałem do Pogorzałego z dłuższym postojem w lesie na Skarbowej Górze gdzie są fajne ławeczki i można spokojnie coś zjeść jak komuś się chce oczywiscie.
Droga powrotna równiez przez Pogorzałe i ulicą Rycerską a nie jak wczoraj pisałem przez Podosiny bo niektórzy moga sie obrazić a to przeciez jest dzielnica Skarzyska i znów ul. Kopernika do Spółdzielczej i do domu.
Zapomniałem w poprzedniej relacji napisać że Trasa Nr 1 liczy 33 km. natomiast dzisiejsza "całe" 34km. więc to nie jest tak dużo i nawet poczatkujacy może spokojnie przejechać.
Zapewniam, że autentycznie wrazenia z takiej wyprawy są super, na poczatek niektóre częsci ciała troche bolą ale po pierwszym tysiacu przechodzi - no nie to jest żart.
Chciałem jeszcze dodac że jeszcze kilka lat temu jak ktoś mi powiedział że przejechał rowerem jakies tam "drobne" 50 km. to wydawało mi sie to za wielki wyczyn, ale prosze mi wierzyc ze nawet moje jakies tam 2500 km. w tamtym roku jest niczym w porównaniu do dystansów które pokonują rocznie np. koledzy z STC( Skarżyskie Towarzystwo Cyklistów ) i wcale nie są żadnymi zawodowcami a po prostu jeżdżą z czystej przyjemności co i ja czynię zachęcajac wszystkich znajomych i kolegów.
PS. Chciałem jeszcze "wrazliwych" przeprosić za jakość fotek ale robie z komórki a poniewaz zaczyna mi sie coraz bardziej to podobać wiec kolejny zakup oprócz roweru to będzie aparat fotograficzny
z prawdziewgo zdarzenia.
C.D.N.








poniedziałek, 10 marca 2008

NARESZCIE - SEZON 2008 OTWARTY







































T R A S A N U M E R J E D E N

Doczekałem się wreszcie tej chwili kiedy " dosiądę mojego rumaka" czyli wsiądę na rower i oddam sie mojej pasji. Niektórzy pomyślą pewnie ze co to takiego? głupi rower ale ile frajdy i przyjemnosci wsiąść na rower i ruszyc przed siebie.
Dzisiaj trasa z numerem 1 ponieważ był to mój pierwszy wyjazd i własnie tą trasą - stad nazwa z tym numerem.
Wyruszyłem ze Stachem Zielińskim wczoraj czyli dnia 10.03. ok godz. 15.00 do ul. Kopernika i dalej przez " Podosiny" do trasy
E-7 na Pogorzałem ( jest to teraz dzielnica Skarżyska ) ulicą Turystyczną ( na fotce ) o której istnieniu nie wszyscy pewnie wiedzą, pojechalismy do lasu ładną malowniczą drogą ( kawałek asfaltu a dalej szuter po którym da się jechać ) z krótkim postojem koło cmentarza partyzantów na Skarbowej Górze. Na fotce uwidoczniłem kierunek tras turystycznych ale tylko pieszych a szkoda ze nie da się rowerem. Następnie wspomnianą drogą szutrową "do końca" i w prawo w kierunku Szydłowca trasą Majdów - Szydłowiec poi 2000m. znów w prawo tym razem asfaltowa drogą leśną do zajazdu " Na Baraku" . Jest do doskonałe miejsce na odpoczynek i to niekoniecznie w przedstawionym na fotce zajeździe( bardzo drogo ) ale obok pod wiatą gdzie można nawet rozpalić ogien i zrobic np. grila. Zwykle własnie na Baraku robię przerwę na posiłek ale poniewaz zaplanowana trasa jest stosunkowo krótka ( szybko sie robi ciemno ) więc bez zwłoki pojechaliśmy dalej tzn znów
" przecielismy" E-7 i już typowo leśną drogą pożarową ( 3 km. ) w kierunku Kierza Niedźwiedziego gdzie znów pozwoliłem sobie na fotkę. Tym razem pod nazwą miejscowości " ustawił" się mój kolega - pozdrawiam Cię Stanisław. Jako ciekawostkę tego miejsca powiem że ok 50m. od miejsca na fotce jest mogiła powstanców z 1863 roku. Musze sie tu przyznać ze nie byłem na miejscu z braku czasu ale obiecuję to uczynić i cos wiecej napisać na ten temat.
Ostatni etap tej " wyprawy" to przez Świerczek ( trzeba skręcić jak drogowskaz Skarżysko Koscielne ) do Lipowego Pola i przez tą typowo kolejową miejscowośc ( mieszka tam dużo znajomych kolegów - kolejarzy których pozdrawiam ) spowrotem do ulicy Kopernika i już pod blok gdzie o godz. 17.30 zakończyliśmy ten inauguracyjny wyjazd - było super.
Pewnie niektórzy beda się dziwić ze tak szczegółowo opisuję trasę i tak będę czynił w następnych relacjach poniewaz sporo znajomych przez cały okres zimowy deklarowało się chęcią wspólnych wypraw, ale rozumiem, że na początku może ktoś chce spróbować samemu zobaczyć te miejsca a może skonfrontować z moimi opisami? Przedstawione fotki są " od końca- tak mi się "wkleiło"To by było na tyle,dalszy ciąg wkrótce.